Top 7 gier z 2018 roku

Subiektywne zestawienie najlepszych gier z 2018 roku

Autor: Owen

gry

Poprzedni sezon gamingowy był dla mnie niezwykle surowy i wymagający. Istny pożeracz wolnego czasu w kontekście tak małej ilości dostępnych zasobów. 

Tak naprawdę, głównym hamulcem dla większości działań było odejście mojego Taty w połowie roku, co z kolei doprowadziło do takiej ilość zawirowań w życiu osobistym, że właściwie nie miałem na nic ochoty i od wakacji rzadko udzielałem się na łamach bloga. W międzyczasie pogrywałem w różne tytuły, ale jakoś nie mogłem znaleźć w sobie siły, żeby pisać o nich więcej, niż po kilka zdań na Facebook’u. Co oczywiście nie zmienia faktu, że to był całkiem mocny okres pod względem premier. I nawet do teraz zerkam na swoją kupkę wstydu z pudełkami w oryginalnych foliach, których nie miałem nawet okazji odpakować.

No dobrze, ale bez zbędnych dłużyzn fabularnych. Co mi się podobało na tyle, żeby zasłużyć na wyróżnienie poza główną topką? Początek minionego roku to przede wszystkim mocny atak ze strony Capcomu i ichniejszego hitu pt. Monster Hunter: World, rozwijającego markę w fantastycznym stylu. Pomiędzy exclusivami na PS4, miałem okazję pograć troszkę w piątego Far Cry’aVampyr’a, moim zdaniem niesłusznie krytykowanego przez wielu graczy. Lecz to właśnie końcówka roku ostatecznie rozbiła bank. Najpierw na rynek wskoczyło super dynamiczne CoD: Black Ops 4, chwilę później debiutował doskonały i w pewnym sensie zjawiskowy indyk pt. Return of the Obra Dinn, dopchany w moim grafiku grywalną wariacją na temat fenomenu, jakim jest The Walking Dead. A na koniec wskoczył do mojej konsoli prawdziwy kolos, który wygrał to zestawienie.  

Miejsce 7 – Mutant Year Zero: Road to Eden

Od dziecka mam słabość go gier bazujących w mniejszym lub większym stopniu na idei pierwszego XCOM’a. Sprawdzam większość tytułów określanych takim klasycznym, turowo-taktycznym formatem. Ale nie każdy program przyciąga mnie do siebie swoją koncepcją na rozwinięcie w/w formuły. Dlatego poczułem się trochę zaskoczony, ale też zaciekawiony, gdy zobaczyłem pierwsze zapowiedzi Mutant Year Zero…., która okazała się programem idealnie skrojonym pod moje oczekiwania i potrzeby. Zamiast miliona złożonych opcji, dostajemy tu świetnie wyważony miks turówki ze skradanką i całkiem wciągającą historią, okraszoną grupą szalonych bohaterów. A biorąc po uwagę fakt, że to produkcja raczej niszowa, to tym bardziej warto ją docenić.    

Zobacz zapowiedź filmową: Mutant Year Zero: Road to Eden

Miejsce 6 – Marvel’s Spider-Man

Gdy byłem dzieciakiem, komiksy, które kupowało się głównie w kiosku, wyglądały jak cieniutkie, amerykańskie zeszyty, drukowane zazwyczaj na papierze kiepskiej jakości. O integralach można było wtedy jedynie pomarzyć, więc głód przygody narastał z każdym kolejnym numerem, wspieranym – na szczęście – przez niczym nieskrępowaną wyobraźnię. Wtedy wszyscy chcieliśmy być albo Batmanami, albo Rosomakami tudzież Punisher’ami. Natomiast ja, z racji swojego wzrostu i wagi, najbardziej utożsamiałem się z nastoletnim lub (w zależności od cyklu) wczesnodorosłym everymen’em o imieniu Peter.

I tak jak on, bardzo chciałem poczuć wolność, lekkość i zabawny dystans, z jakim bohater przeżywał kolejne przygody (pod warunkiem, że nie był akurat maltretowany przez Kravena itp.). Wierzcie mi, nie raz, nie dwa marzyłem o grze, która dawałaby mi właśnie taką namiastkę totalnej wolności w otwartym środowisku. Oczywiście, miałem kilka takich przystanków w swojej karierze gracza, lecz żaden z nich nie był do końca tym, czego oczekiwałem. Aż do teraz. Gra Insomniac Games jest produktem z możliwie najwyższej półki, na który wszyscy fani Pajączka czekali od dekad. Co więcej, to produkcja zrealizowana w takim stylu, że bardzo trudno się od niej oderwać, bo nawet swobodne przeloty po mieście bywają niezwykle satysfakcjonujące. 

Zobacz zapowiedź filmową: Marvel’s Spider-Man

Miejsce 5 – State of Mind

Czy do opowiadania wciągających historii potrzeba super, turbo realistycznie wyglądającej oprawy audiowizualnej? Wspomniany wyżej Return of the Obra Dinn jest doskonałym przykładem na to, że nie, bo czasem wystarczy po prostu ciekawy pomysł. No dobrze, ale co w przypadku gatunku mocno nacechowanego wizualiami i fajerwerkami technologicznymi? A taki jest – przynajmniej dla mnie – Cyberpunk. Otóż, mógłbym wskazać kilka tytułów, które sprytnie omijają wskazane trudności, w zamian korzystając z wyobraźni graczy, wpuszczanych w wir fabularnych wydarzeń. I właśnie takim rarytasem jest State of Mind, czyli wciągający thriller z transhumanistycznym zacięciem i polygonową oprawą. Zresztą, oceny magazynów branżowych są ze sobą bardzo zgodne. Prawdziwa perełka.   

Zobacz zapowiedź filmową: State of Mind

Miejsce 5 – Frostpunk

…to utwór, który skatował mnie nie tylko swoim wymagającym poziomem trudności, ale też całą fabularną otoczką. I powiem Wam, że dawno nie czułem aż takiego zaangażowania emocjonalnego z ludzikami pozostawionymi na pastwę nuklearnej zimy, którym próbowałem stworzyć dom. Kilka razy mi się nie udało i dopiero jak wyczułem mechanikę programu, to wykonałem poszczególne zadania. A i tak czuję pewien niedosyt, bo niektóre rzeczy mogłem zrobić inaczej, być może lepiej. Gra jest świetna. Wygląda fantastycznie i ma doskonały interfejs. Do tego wiktoriański, mocno steampunkowy klimat i niespotykany wręcz poziom trudności.

Lecz w tej beczce miodu jest też łyżka dziegciu. A są nią specjalnie wprowadzone eventy, które potrafią w jednej chwili wykoleić nawet najlepiej prosperującą kolonię. Rozumiem zamysł twórców, ale w niektórych momentach to było po prostu przegięcie na miarę settlersowych Dark Souls’ów. I chyba wolałbym, gdyby te skrypty były generowane losowo. Tak czy owak, Frostpunk to kawał porządnej gry, którą mogę z czystym sumieniem polecić każdemu. Ja bawiłem się przednio. A i od czasu do czasu trochę poprzeklinałem pod nosem – bo w końcu, życie nigdy nie jest łatwe. Dlatego polecam ją z czystym sumieniem. 

Zobacz zapowiedź filmową: Frostpunk

Miejsce 3 – Detroit: Become Human

Dlaczego właściciel studia Quantic Dream, David Cage, mający na swoim koncie m.in. fantastyczne Omikron: The Nomad SoulFahrenheit czy Heavyrain, obrał sobie za cel opowieści aglomerację Detroit? Bo miał do tego doskonały powód – burzliwą historię miasta, w którym rozwój technologii i związane z tym przemiany społeczne w latach 50 i 60 minionego wieku doprowadziły do lokalnej rewolucji. A potem do realnej zapaści, bez szans na jakąkolwiek pozytywną zmianę. Koncepcja fabularna jego najnowszej gry, w której poruszany jest temat rozwoju lokalnej społeczności, oparty najpierw na eksplozji jakiegoś pozytywnego zjawiska, a później na jego stopniowej degradacji, niezwykle intryguje. Lecz tym razem oś fabuły, osadzonej w niedalekiej przyszłości, będzie się kręciła wokół innej mniejszości, czyli androidów. 

Kierując trójką postaci, mamy ogromny wpływ na rozwój fabuły, właśnie poprzez rozbudowaną sferę decyzyjności, która popycha wszystkie – niejednokrotnie przeplatające się ze sobą – wydarzenia, w kierunku jednego z czterdziestu możliwych zakończeń. A jeśli dodam, że czasem wystarczy jeden drobny błąd, by całkowicie zmienić kolej losu i ostateczny wydźwięk utworu, to trzeba uczciwie przyznać, że pula możliwości robi ogromne wrażenie. I z pewnością zachęca do kolejnej rozgrywki.

Przeczytaj omówienie gry: Detroit: Become Human

Miejsce 2 – God of War

Po krwawym finale pojedynku Kratosa z Zeusem, spartiata opuścił antyczną Grecję i zawędrował hen daleko, aż do odległej krainy Wikingów. Tam, w sercu dzikiej przyrody i wiecznej zmarzliny, poznał niezwykłą kobietę, z którą postanowił spędzić resztę życia – w spokoju i z daleka od intryg większych lub mniejszych bóstw. Niestety jego wybranka zapadła na dziwną chorobę i kilka lat po urodzeniu syna, zmarła. Zrozpaczony wojownik obiecał sobie i swojemu pierworodnemu, że spełni ostatnią wolę ukochanej i rozsypie jej prochy ze szczytu najwyższego wzgórza w tej krainie. Jednak droga, jaką będzie musiał pokonać z młodocianym Atreusem, nie będzie ani łatwa, ani przyjemna, tym bardziej, że relacja wojownika z buntującym się chłopcem nie należy do najlepszych, a już na samym początku zmagań wizytę w ich chatce złoży niezapowiedziany i niezwykle groźny jegomość.  

Pierwsze wrażenia z rozgrywki są po prostu ekstra – mityczny Midgard wygląda przepięknie i wizualnie mieści się gdzieś pomiędzy ponurą oprawą Hellblade:Senua’s Sacriface, a kolorowym światem Horizon: Zero Dawn. Jest surowo, ale wiarygodnie, bez popadania w którąś ze skrajności. Doznania wizualne potęguje beztroska demolka otoczenia podczas pierwszego starcia pomiędzy Kratosem, a jednym z młodych bogów – dopiero wtedy widać, jak całość plastycznie ze sobą pracuje, a odbiorca czuje na swoich rękach i plecach ciężar skał oraz innych elementów otoczenia. Później, już w trakcie właściwiej historii, będzie nam dane przemierzyć niemal każdy z 9 mitycznych światów nordyckiej mitologii.

Niezwykle ważnym aspektem rozgrywki jest moim zdaniem całkiem rozbudowany system rozwoju postaci i, w pewnym sensie, customizacji możliwości Kratosa pod kątem własnych preferencji. Ilość pokonanych istot oraz ciężar zdobytych surowców pozwolą na zwiększania parametrów i modyfikację uzbrojenia, a to z kolei wpłynie na przeskakiwanie kolejnych progów, pozwalających na jeszcze lepsze, a także bardziej fikuśne kombosy lub elementy wyposażenia. Można grać mocno ofensywnie, pakując w protagonistę różne ulepszenia i amulety, albo postawić na zbalansowany dystans i kosić przeciwników ze sporej odległości. Czyli dużo dobrego i w doskonałym stylu. 

Przeczytaj omówienie gry: God of War

Miejsce 1 – Red Dead Redemption 2

To nie jest gra roku. To nie jest gra generacji. To jest gra dekady! Piszę to w pełni świadomie, jako osoba z niemal trzydziestoletnim stażem w świecie gier komputerowych, bo takiego poziomu immersji po prostu nie pamiętam. Gigantyczny, pięknie wykonany i tętniący życiem świat to pierwsze skojarzenia, jakie miewają gracze-rewolwerowcy. A to tylko wstęp do czegoś większego, czym w rzeczywistości jest ten program. To epicka opowieść na miarę kilkusezonowego serialu, w którym każda z postaci ma swoje miejsce i generuje jakieś wydarzenia; a my, jako odbiorcy, przeżywamy ich przygody, emocje i rozterki, ponieważ ‚realnie’, żyjemy wśród nich. Dzielimy niedolę, dbamy o bezpieczeństwo i karmimy, by po chwili dokładać do wspólnego budżetu, przejmować obowiązki rodzicielskie i wspólnie biesiadować przy ognisku. I płakać za każdym ze straconych członków.

To właśnie w takich sytuacjach widać ogrom pracy scenarzystów i niezwykle wysoki poziom gry aktorskiej, włożonych w kreację bohaterów i ich zachowań. Ogrom trudu wyciśniętego przy oprawie audio-wizualnej, która wpływa na detale, takie jak mimika twarzy i niesamowicie naturalne ruchy postaci itp. Oprawy, która pozwoli nam przeżyć słodko-gorzką przygodę w kilku strefach klimatycznych, począwszy od zasypanych śniegiem szczytów, poprzez lasy, łąki i bagna, aż po tętniące życiem miasta i pustynie. Przygody, będącej również lekcją łowiectwa, wędkarstwa czy jeździectwa konnego, a to tylko wstęp do całej plejady innych możliwości. I gdy dołożymy do tego niezwykle bogaty oraz złożony w swojej formie pułap – nawet tych najdrobniejszych – detali, to wyjdzie nam sandbox tak realistyczny, że ze świecą szukać czegoś podobnego w całym gamedevie. Plus oczywiście cała masa ciekawych zadań, również tych pobocznych tudzież całkiem przypadkowych, których jest w tej grze prawdziwe zatrzęsienie. Głupotą byłoby pokonywanie etapów fabuły tylko na poziomie głównego wątku. A ten, to prawdziwy wyciskacz łez, o którym będzie głośno jeszcze przez wiele lat.

Jest oczywiście trochę bugów i kilka rzeczy, które można było zaplanować inaczej. Na przykład kwestia pieniędzy gromadzonych przez Artura, które ostatecznie przepadają na końcu głównego wątku, a mogłyby trafić w ręce kogoś potrzebującego – sami moglibyśmy zdecydować o tym, kogo wspomóc. Plus, trochę za duża gonitwa pod sam koniec, którą wypadałoby rozbić na kilka mniejszych akcji, z możliwością wyboru i wynikającymi z tego tytułu konsekwencji. Itd. Ale to w sumie tylko szczegóły, nie mające dużego impaktu na całość.

Ogólnie, Wow!

Sprawdź zapowiedź filmową z gry: Red Dead Redemption 2

Geek, gadżeciaż, gaduła i niepoprawny marzyciel. Miłośnik Fantastyki Naukowej, komiksów, gier oraz wydarzeń retro pop-kulturalnych. Kolekcjoner, uparciuch i nerwus, który zawsze wyciągnie pomocną dłoń. Na co dzień architekt i projektant, wieczorami zajmuje miejsce na mostku kapitańskim Stacji Kosmicznej.

Zobacz również

Nightflyers

Kosmiczny bigos, który sfermentował

seriale

Kingdom

Głód bywa najgorszym sprzymierzeńcem nieszczęść...

seriale

Metro: Exodus

Wsiąść do pociągu, byle jakiego...

gry

Top 7 filmowych rozczarowań z 2018 roku

Subiektywne zestawienie najgorszych filmów fantastycznych

filmy

Top 7 filmów z 2018 roku

Subiektywne zestawienie najlepszych filmów fantastycznych

filmy

Wejdź na pokład | Facebook