The Technomancer

Marsjański poślizg w czasie...

Autor: Owen

gry

Czwarta planeta naszego Układu Słonecznego fascynuje naukowców, fantastów i wizjonerów od setek lat. Niegdyś kojarzona z panteonem krwawych bóstw, dzisiaj bywa punktem docelowym dla wszystkich kosmicznych wizjonerów.

Mars jest wdzięcznym miejscem do osadzania akcji przeróżnych, najczęściej mocno fikcyjnych opowieści. Pustynny glob gościł już na swej powierzchni klasyków space-fantasty z Wirginii, przyjmował astronautów z misji badawczych i straszył Liva Schreibera zagrzybionymi zombiakami. Ewentualnie, nie pozwalał na hodowlę ziemniaków wychudzonemu Mattowi Damonowi. A to i tak tylko kropelka w morzu fabularnych wykwitów, które zdominowała branża gier elektronicznych. Doom, Red Faction czy Mass Effect 3 to te najbardziej znane produkcje z czerwonym niebem w tle, a przecież lista innych tytułów rozciąga się na przestrzeni kilku generacji komputerów i konsol, począwszy od Big Red Racing, przez Wipeout, aż po mniej znane produkty, jak Mars: War Logs.

Aż tu nagle, 10 kwietnia 2015 roku francuskie studio deweloperskie o nazwie Spiders, odpowiedzialne przy okazji za ten ostatni z wymienionych produktów, postanowiło rozciągnąć stworzone przez siebie mini uniwersum na potrzeby kolejnej gry, której akcja będzie się toczyła dwieście lat po kolonizacji Marsa. Zapowiadano większy i bardziej zróżnicowany świat, z masą frapującej rozgrywki. A jak wyszło w rzeczywistości? Trudno powiedzieć, co kierowało zarządem firmy w kwestii kreowania nowej przygody w ramach projektu, który wcześniej zebrał mieszane recenzje. Tym bardziej, że rynek elektronicznej rozrywki pędzi do przodu w niebywałym tempie, tłamsząc słabeuszy i konformistów w bezlitosny sposób. Czy ryzykowna inwestycja opłaci się tym razem? I czy The Technomancer będzie deweloperską przepustką do świata wielkich wydawców?

Osią fabularną utworu jest narastający konflikt kulturowo-klasowy pomiędzy kilkoma frakcjami marsjańskich osadników, walczących o dostęp do zasobów wody pitnej, której na skolonizowanym dwieście lat wcześniej globie jest obecnie jak na lekarstwo. W największym, post-kolonialnym mieście garnizonowym o nazwie Ophir stacjonuje armia United Nations of MARS (UNM), która teoretycznie zarządza dobrami organicznymi i pilnuje obecnego status quo, narzucając swój monopol we wszystkich formach transakcji. W najtrudniejszych działaniach wspiera ją kasta wyspecjalizowanych wojowników, określających siebie jako Technomanci.

TT_1TT_2

Grę rozpoczynamy jako młody adept sztuki walki, który właśnie przechodzi chrzest bojowy. Po zakończeniu szkolenia i wykonaniu misji otwierającej właściwą grę, nasz wojownik otrzymuje kilka drobniejszych zadań, zmuszających go do eksploracji niemal wszystkich części miasta, łącznie z pogardzanym przez wszystkich obszarem slumsów. W trakcie jednego z dochodzeń, młodzian zaczyna stopniowo odkrywać poważną intrygę na wysokich szczeblach władzy, która uderza także w jego zakon. Jak zareaguje na takie rewelacje i wykorzysta zdobytą wiedzę? Czy zdoła rozwikłać niełatwą zagadkę, próbując ocalić siebie oraz swoich pobratymców? To będzie zależało już od Was.

Ale tak naprawdę, to poza kilkoma drobnymi opcjami wyboru, mało co będzie od Was zależało. Dlaczego? Bo choć prezentowany wszem i wobec trailer omawianej gry obiecywał otwarty świat z nieliniową fabułą, to w rzeczywistości jest to bardzo uboga forma sandboxa, sprowadzonego do dosłownie kilku większych lokacji, połączonych ze sobą w średnio zrozumiały sposób. I z upierdliwym ładowaniem poszczególnych etapów w trakcie rozgrywki. W przeciwieństwie do np. zeszłorocznego Mad Maxa, gdzie mieliśmy okazję podziwiać ogrom dostępnego terytorium, Technomancer narzuca sposób rozgrywki i próbuje prowadzić graczy za przysłowiową rączkę. Lokacje, choć wizualnie bardzo atrakcyjne, są tak naprawdę mocno sterylne i – szczególnie na samym początku rozgrywki – niezwykle sztuczne. Przykład? W największym mieście jest bardzo mało postaci, a te, które już się po nim snują, wykazują zazwyczaj strasznie szablonowe zachowania. Zero autentyczności i naturalizmu. Mówi się trudno, więc ruszajmy dalej…

TT_3

Nasza podróż trwa. A gdy w końcu dotrzemy do pustynnych oaz, pełnych wszelkiej maści kupców, mutantów i szabrowników, to po nasyceniu wzroku czeka nas kolejna niespodzianka – osobliwych miast nie da się realnie zwiedzać, zaglądając do różnych zakamarków. Można jedynie przejść po – z góry wytyczonych – szlakach, które w najlepszym wypadku pozwalają na rozgrzebywanie podświetlonych koszy. Trochę słabo, bo sycąc oczy całkiem ładną architekturą, chciałoby się wejść tu i tam. Ale się nie da. I skoro wspomniałem o grzebaniu, tudzież zbieraniu materiałów, to wypada mi zahaczyć o inną zależność, także głośno reklamowaną w mediach. I równie przekłamaną w stosunku do kolorowych trailerów. Bo choć zjawisko craftinigu istnieje w omawianej grze, to wypadałoby napisać z pełną szczerością, że dawno nie miałem do czynienia z tak nieintuicyjnie zaprojektowanym interfejsem. Pal licho jego układ ergonomiczny, gdy samo ulepszanie możliwości postaci leży i kwiczy, oferując masę klikania i jedynie kilka nieciekawych zmian. Po co więc gromadzić tyle różnych dóbr, skoro nie da się ich w pełni wykorzystać?

A chciałoby się porządnie dozbroić prowadzoną postać, bo przeciwnicy nie stosują taryfy ulgowej i potrafią zabić nawet najbardziej doświadczonych zawodników. Na szczęście, mamy do wyboru aż trzy tryby walki wręcz oraz umiejętności dodatkowe w postaci mocy elektrycznych. To daje całkiem sporo kombinacji i będzie polem do ekstra popisów dla najbardziej zawziętych graczy. Gorzej, gdy rzeczona technomancja nie zadziała tak, jak powinna – no bo po co mi super moce, które poza tarczą i jednym typem uderzenia, można tak naprawdę o kant tyłka potłuc? Wyładowania i błyskawice słabo wpływają na małe stworki, a co dopiero na potężnych przeciwników. Do tego lagi i blokowanie się postaci w przypadkowych miejscach. I tak dalej, i tak dalej…

TT_4TT_5

Zbierając w przysłowiową kupę wrażenia z samego gameplayu oraz wynikające z tego faktu, moje późniejsze przemyślenia, nie będę się wahał powiedzieć wprost, że The Technomancer to bardzo dziwna produkcja. Ciekawy pomysł z bardzo frapującą oprawą muzyczną, podany w delikatnie przestarzałej technologii – niestety, również graficznej. To interesujące założenie fabularne, koncertowo roztrwonione na rzecz prostoliniowej i zwyczajnie przegadanej rozgrywki. I w końcu, to rzekomo niezły akcyjniak z dużą ilością bijatyki i powiązanych z nią modyfikacji, będący w rzeczywistości jedynie cieniem szumnych zapowiedzi z wcześniejszych pokazów. Ni to erpeg, ni hach’n’slash. Ot, taki niechciany półprodukt, który miał być marsjańskim Falloutem, a może się okazać gwoździem do trumny dla studia deweloperskiego.

Nie polecam!

 

źródło foto: 1

Zobacz również

After Yang

Nie ma czegoś bez niczego...

filmy

Deathloop

Zapętlona zabawa w Kotka i Myszkę

gry

Gnoza

Michał Cetnarowski

literatura

Diuna

Strach to zabójca umysłu

filmy

Top 7 filmów z 2021 roku

Subiektywne zestawienie najlepszych filmów fantastycznych

filmy

Wejdź na pokład | Facebook