Nemesis

Cyber Olivier Grunner

Autor: Owen

filmy

Ludzie, którzy mnie dobrze znają, wiedzą o moim zamiłowaniu do weekendowego odsypiania całego tygodnia. Wiedzą również o tym , jak ciężko ściągnąć mnie w niedzielę z łóżka.

Ale bywa i tak, że za sprawą bliżej niesprecyzowanych sił wyższych, jestem na chodzie już od wczesnych godzin porannych i zazwyczaj plączę się wtedy na rowerze gdzieś pod krakowską Halą Targową na Grzegórzkach, odwiedzając lokalną giełdę dóbr wszelakich. A kto wcześniej wstaje, temu giełda fajne dobra daje, więc czasem wyłowię jakiś rzadko spotykany komiks, kupię funkowo-jazzowego winylka, tudzież uzupełnię kolekcję klasycznej fantastyki o pozycje skrzywdzone brakiem wznowień. Jednak nic nie wywołuje we mnie takiej ekscytacji, jak okazyjny zakup b-klasowych produkcji fantastycznych na nośnikach VHS.

Trudno mi wytłumaczyć tę fascynację rynkiem filmów video, bo kto nie liznął Predatora, Uniwersalnego Żołnierza czy Krwawego Sportu poprzez odtwarzacz marki Akai, tudzież innego Sharp’a, ten może nie zrozumieć dziwnej zajawki. Ciężko jakoś klarownie opisać sentyment do b-klasowych produkcji z przełomu lat 80 i 90, szczególnie w dobie powszechnej cyfryzacji i tzw. dostępów na życzenie do wszystkiego, co oferuje rynek elektronicznej rozrywki. Dlatego zamiast nakłaniać Was do takiej formy wydawania swoich pieniędzy, postaram się od czasu do czasu opisać jakiś ówczesny przebój, na który trzeba się było zapisywać w wypożyczalniach.

Oczywiście, mieszczący się w szeroko rozumianej granicy fantastyki naukowej, ze wskazaniem na jej rozrywkowo-sensacyjną część. I grzechem byłoby nie zacząć od jednego z mistrzów gatunku, który w swojej długoletniej i nadal trwającej karierze popełnił wiele frapujących superhitów, zaliczanych przez kulturę geeków do creme de la creme ery Video Home System. Przed Wami Albert Pyun i jego cyberpunkowa produkcja z 1992 roku pt. Nemesis, w której główną rolę zagrał nieco zapomniany dzisiaj mistrz kina kopanego, Olivier Gruner.

Alex Rain to na pierwszy rzut oka trzydziestokilkuletni przystojniak, podrywający na imprezach atrakcyjne dziewczyny. Jednak w rzeczywistości, dobrze zbudowany mężczyzna pracuje pod tzw. przykrywką jako policyjny tajniak, który w Los Angeles przyszłości poluje na cyborgi. Dobrze zna swój fach i z łatwością rozpoznaje mechaniczną zwierzynę, ponieważ sam posiada wiele cybernetycznych wszczepów. Lecz podczas jednej z operacji, zostaje osaczony przez grupę najemników i w efekcie, odnosi bardzo poważne obrażenia całego ciała. Pół roku później, do wyciszonego i skupionego na rekonwalescencji funkcjonariusza dociera oddział porucznika Farnsworth’a, który składa Alexowi propozycję nie do odrzucenia. Agent powątpiewający w swoje człowieczeństwo, zostaje zmuszony do wytropienia i zlikwidowania swoich dawnych towarzyszy, którzy ukradli cenną bazę danych i według informatorów służb specjalnych, planują duża akcję terrorystyczną. Tylko, czy wszystkie znane mu fakty, pokrywają się z prawdą? 

N1N2

Zaskakujący może być ciąg wydarzeń poprzedzających powstanie filmu, ponieważ grono producentów miało pierwotnie inny pomysł na kreację głównego bohatera, będącego…13 letnią, zcyborgizowaną dziewczyną! Na szczęście, ktoś w ostatniej chwili nacisnął czerwony przycisk z napisem wietrzenie głowy i do roli zaangażowano pewniaka w osobie Grunera. Przygotowania do zdjęć trwały przez kilka tygodni, obfitujących w ciężkie treningi siłowe, pozwalające aktorowi na redukcję tkanki tłuszczowej do super niebezpiecznego poziomu 4 procent. Ale katorżniczy trening przyniósł efekty, bo filmowy Rain jest naprawdę świetnie zbudowany i pasuje do wizerunku wyalienowanego najemnika. Co ciekawe, Deborah Sheldon, wcielająca się w mechaniczną Julian, również podjęła takie wyzwania i ćwiczyła po trzy i pół godziny dziennie przez około trzy miesiące, co doskonale widać w trakcie seansu.

I skoro obgadujemy obsadę, to nie sposób pominąć dwóch legend B-klasowego kina fantastycznego, które odgrywają role świetnie ubranych i niezwykle upartych schwarzcharakterów. Debiutujący w latach 70 Tim Thomerson to niezwykle aktywny artysta, który na miano legendy pracuje już od czasów serii Quark; w Nemesis okazał się niemniej uparty niż sam Arnold w pierwszej odsłonie serii Jamesa Camerona. Zawsze świetnie uczesany porucznik to stylistyczna ikona mody cyberpunkowej przełomu dekad – powiedzcie mi, komu nie imponowały te ostrokrawędziowe okulary? Ale chodźmy dalej. W jego cieniu balansuje Brion James jako Martiz – facet o mimicznie niepokojącym wyrazie twarzy, będący tym razem prawą ręką głównego bosa. Niestety, niczym ekranowy klasyk – Sean Bean, ginie dosyć tragicznie gdzieś w drugiej połowie filmu. Podobnie, jak reszta jego podwładnych.

Przy okazji zestawienia typków spod ciemnej gwiazdy, warto zwrócić uwagę na trzech innych gagatków, których momentami ciężko rozpoznać. Cary-Hiroyuki Tagawa to przecież późniejszy Shang-Tsung z filmowego i serialowego Mortal Kombat, Thomas Jane to niezmordowany Punisher z drugiej pełnometrażowej ekranizacji, Branscombe Richmond to serialowy Bobby Sixkiller z Renegata, a Jackie Earle Haley to i Rorschach z Watchemnów i Freddy Kruger z ostatniego remake’u. A wierzcie mi, w obsadzie jest więcej takich nazwisk…

N3N4

Part, man -Part, machine

Fani, rozkochani we współczesnych blockbusterach mogą narzekać, że fabuła omawianego dzieła zalatuje tandetą i sztampą na kilometr. I co tu dużo gadać – film można określić jako jedną wielką strzelaninę, podczas której nikt nie oszczędza amunicji, a co bardziej krewcy zawodnicy wchodzą w ogień krzyżowy jak gorący nóż w masło. I mimo faktu, że trup ściele się gęsto, a dialogi można wyciszyć, to jest w tym dziele jakaś magia old-schoolowego, niskobudżetowego sajens-fikszyn w klimacie neo-noir i z muzyką Michela Rubini.

Patrząc na całość z perspektywy czasu, trzeba zwrócić uwagę na datę powstania utworu i panujące ówcześnie trendy. Szczególnie wtedy, gdy budżet ogranicza reżysera prawie w każdej kwestii, a większość scen akcji rozgrywa się w dżungli. Albo w opuszczonych ośrodkach przemysłowych, gdzie latające w powietrzu sztuczne flaki i mechaniczne bebechy nie będą nikomu przeszkadzały. I choć Nemesis nawiązaniami stoi – bo z obrazu da się wyłowić jawne zapożyczenia z Terminatora i Robocopa oraz kilku nieco starszych pozycji, z Escape form New York i The Six Million Dollar Man na czele, to całość promuje również kilka ciekawych rozwiązań stylistycznych, które docenią fani tematyki retro. 

Zobacz również

After Yang

Nie ma czegoś bez niczego...

filmy

Deathloop

Zapętlona zabawa w Kotka i Myszkę

gry

Gnoza

Michał Cetnarowski

literatura

Diuna

Strach to zabójca umysłu

filmy

Top 7 filmów z 2021 roku

Subiektywne zestawienie najlepszych filmów fantastycznych

filmy

Wejdź na pokład | Facebook