Knights of Sidonia

Podsumowanie pierwszego sezonu

Autor: Owen

seriale

Bardzo lubię obcowanie z ambitnym i często mniej popularnym anime, które bywa dla mnie często miłą odskocznią od specyfiki produkcji amerykańskich i europejskich.

Oczywiście z racji zainteresowań zawężam swój wybór do pozycji związanych z fantastyką, począwszy od cyberpunk’u, przez zabawny space western, aż po tytuły z gatunku mecha i super sentai – a co jakiś czas zahaczę rykoszetem o produkcje uwielbianego przez mnie studia Ghibli. I mając już – jakieś tam – podstawowe pojęcie o japońskiej sztuce animacji wiem, jak rozległa i zróżnicowana jest ta dziedzina rozrywki. Dlatego pośród setek propozycji, staram się dokonywać selekcji i rozważnie wybierać kolejne dzieła, celując w te najciekawsze i przy okazji, najmniej naiwne. Co jakiś czas zerkam na serwisy branżowe i sprawdzam opinie, więc jednym z moich ostatnich typów jest niezwykła opowieść o sile przetrwania w obliczu nieprawdopodobnego zagrożenia, na którą ostrzyłem sobie zęby już od dawna.

Knights of Sidonia (jap. Hepburn: Shidonia no Kishi), bo o niej mowa, to seria mangowa, stworzona przez Tsutomu Nihei i opublikowana pierwotnie przez wydawnictwo Kodansha w ich periodyku pt Afternoon. Dzięki oficynie Vertical, wersja anglojęzyczna dotarła również do Ameryki Północnej. Natomiast adaptacja w wersji anime to zasługa firmy producenckiej o nazwie Polygon Pictures, która wyprodukowała na razie pierwszy sezon i obecnie pracuje nad kolejnymi epizodami. Serial zadebiutował w kwietniu 2014 roku i jest aktualnie dostępny bez ograniczeń regionalnych na platformie Netflix.

Akcja utworu została osadzona w odległej przyszłości, kilkaset lat po masowej migracji ludności z macierzystej planety, którą zaatakowała i zniszczyła nieznana forma życia znana jako Gauna. Gigantyczna struktura organiczna, zmieniająca gwałtownie swoją formę, została odkryta w 2171 roku, gdy na na obrzeżach Układu Słonecznego pojawił się zaginiony – niegdyś – potężny statek kolonialny, pełny dziwnych obiektów w stanie hibernacji. Po około 200 latach rzekomo opuszczony okręt dotarł do ziemskiej orbity, by w krótkim czasie dosłownie wypluć ze swojego wnętrza 46 zwojów, które obrały oczywisty kierunek ataku. Jak tylko samodzielne człony Gauny dotarły do powierzchni, zaczęły absorbować całą materię organiczną, anihilując w ekspresowym tempie zastaną florę i faunę, łącznie z bogatymi w substancje odżywcze zasobami oceanów. Eksploracja globu postępowała w zastraszającym tempie, aż potężne macki agresora zwane Placentami, dobrnęły do jądra Ziemi i przełamały planetę na dwie połowy.

Gauna1Gauna2

W międzyczasie, gdzieś poza rodzimym układem planetarnym, bezbronna ludzkość rozpoczęła program budowy gigantycznych statków-matek, które miały zapewnić przetrwanie całej rasy. W trakcie historii dowiadujemy się, że uciekinierzy zdołali wyprodukować kilkaset takich konstrukcji, które zaczęły przemierzać Kosmos niczym klony mitycznej Arki Noego, byle z dala od zainfekowanego i zniszczonego matecznika. I choć wiemy o całej flocie, to tak naprawdę podczas seansu padają nazwy tylko dwóch statków: Aposimz i tytułowej Sidonii. Oba zostały wybudowane w w tym samym sektorze, a ich załogi bardzo długo utrzymywały ze sobą kontakt radiowy. Lecz po kilkuset latach kosmicznego „sąsiedztwa”, odległości pomiędzy oboma kolosami zaczęły rosnąć i w konsekwencji, zbyt duży dystans uniemożliwił dalszą komunikację. Ostatnia transmisja z Aposimz dotarła do Sidonii ok 170 lat poprzedzających aktualne wydarzenia.

Sidonia

Gigantyczna, samowystarczalna kolonia i jednocześnie w pełni zautomatyzowana arka, przemierzająca Wszechświat w poszukiwaniu planet nadających się do zasiedlenia, to jedna z ostatnich iskierek ludzkości na firmamencie niespokojnego nieba. Powstała kilkaset lat wcześniej konstrukcja, wyrosła dosłownie z powierzchni asteroidy, która do tej pory okala część tego ośmiokątnego molocha o bardzo ascetycznym, wydłużonym kształcie. Skondensowany i niezwykle przemyślany układ wewnętrzny oraz system odpowiedzialny za sztuczną grawitację pozwoliły na upchanie niemal pół milionowej populacji w obrębie okrętu, imitującego potężne, wielopiętrowe miasto z wszelkimi podziałami kastowymi (często odzwierciedlanymi poprzez same budynki). Począwszy od tajemniczej organizacji tzw. Nieśmiertelnych, teoretycznie zarządzających losami Sidonii, przez arystokrację, wojsko, aż po zwykłych obywateli i warstwy społeczne, zamieszkujące dolne pokłady, uznawane przez ogół za podziemie. I co ciekawe, czwarta część z całości została wydzielona na potężny, zamknięty „ocean”, wraz z aktywnym ekosystem. 

Sidonia1Sidonia2Sidonia3

Lecz utrzymywanie takiej ilości ludzi nie byłoby możliwe, gdyby nie modyfikacje genetyczne i ścisła kontrola przepływu materii organicznej we wnętrzu statku, które pozwoliły na stworzenie nacji niezwykle oszczędnej pod względem zużywania dostępnych zapasów. Obecną generację mieszkańców określiłbym jako długowieczną, bazującą na fotosyntezie i przyjmującą pokarm tylko raz w tygodniu. Co więcej, następstwem tak rygorystycznej egzystencji jest bez wątpienia bardzo oszczędny i mocno skonkretyzowany system obywatelski, wzorowany na kulturze japońskiej. Każdy rezydent zna swoje miejsce i ma przypisaną jakąś funkcję, ale im niżej w hierarchii, tym luźniejsze zasady. Jednak najciekawszym czynnikiem koegzystencji społecznej jest według mnie rzeczywista transgenderyczność, prowadząca do powstania trzeciej płci, określanej jako hermafrodyta. Dopiero gdy dana jednostka znajdzie odpowiedniego partnera oraz zdecyduje o swojej przyszłej tożsamości, zostaje zainicjowany proces zmian genetycznych. Aczkolwiek w samym serialu trudno to zauważyć lub odczuć, ponieważ twórcy dosyć odważnie eksponują seksualność postaci, głównie tych kobiecych.          

Kabizashi

Sto lat przed aktualnymi wydarzeniami, naukowiec o imieniu Ochiai wyłączył systemy obronne statku i wpuścił do środka dwa zwoje Gauna, które w kilka minut zabiły 99 procent populacji, stawiając garstkę ocalałych w niezwykle trudnej sytuacji – braku różnorodności genetycznej. Toteż lwią część obecnej załogi stanowią klony, klony klonów i jednostki stworzone na bazie kodów DNA, przechowywanych w bankach Sidonii. Nie wpływa to jednak negatywnie na zróżnicowanie i indywidualność mieszkańców, reprezentujących całą paletę zachowań i tożsamości, oczywiście w skali tak hermetycznej społeczności. Być może, to właśnie tragiczne wydarzenia pozwoliły jeszcze bardziej zacieśnić relacje pomiędzy obecnymi mieszkańcami, równocześnie umacniając kult i prestiż oblatywacza bojowego. Dlatego niemal każdy młody człowiek przechodzi szkolenie na symulatorach lotu i po osiągnięciu odpowiedniego wyniku, zostaje wcielany do elitarnego grona pilotów sterujących potężnymi mechami, zwanymi Morito (pol.: Strażnicy). Podczas obcowania z serialem, poznajemy dwudziesty typ robotów, zwany Tsugomori, napędzany (zresztą jak cały statek-matka) przez tzw. Heigusu Ryuushi, czyli japoński odpowiednik Bozonów Higgsa, dzięki którym maszyny osiągają nieprawdopodobną szybkość, a ich niezwykła mobilność to ogromny atuty w walce z każdym przeciwnikiem. Ale nie w przypadku Gauny.

Tak się nieszczęśliwie złożyło, że żadna znana ludziom materia nie była w stanie powstrzymać, a już tym bardziej zranić potężnego agresora. Dopiero przypadkowy kontakt z tzw. Artefaktem, czyli ogromnym i dawno opuszczonym statkiem jakiejś wymarłej cywilizacji doprowadził do odkrycia tajemniczego materiału, zwanego Kabi, który w późniejszym czasie pozwolił na wyrównanie szans w walce z mniejszymi formami mutującego przeciwnika. Po wielu latach eksperymentów doszło do przełomu i na bazie poznawanej materii, Sidończycy stworzyli oręż w kształcie włóczni, nazywany po prostu Kabizashi. Jedak samego surowca starczyło zaledwie na kilkadziesiąt sztuk, toteż każda broń jest przyznawana tylko liderowi grupy uderzeniowej i po jego ewentualnej śmierci, przechwytywana za wszelką cenę, nawet kosztem życia innych pilotów. Z biegiem czasu, inżynierom pracującym w technicznej sekcji osobliwej arki udało się stworzyć kilka innych urządzeń bazujących na Kabi, wśród których najważniejszym jest bez wątpienia dalekosiężne działo, przenoszone przez Strażników i rażące tkankę Gauny pociskami penetrującymi, co już kilkukrotnie uratowało statek przed zagładą. 

Kabi1Kabi2

Nagato Tanikaze

Niewątpliwym atutem całej opowieści jest jej wielowątkowość i rozłożenie ciężaru fabuły na kilka istotnych czynników, dzięki czemu poznajemy historie szeregu kluczowych postaci oraz równolegle odkrywamy – powolutku, krok po kroku – sagę całej nacji, skazanej przez okrutny los na kosmiczną banicję. A wierzcie mi, kilkusetletnia historia statku-matki i jej mieszkańców jest zdrowo pokręcona i w formie retrospekcji mogłaby wypełnić niejeden dodatkowy sezon. Ale wracając do meritum, od samego początku obserwujemy poczynania tajemniczego chłopaka o imieniu Nagate, który z fajtłapowatego złodzieja żywności, w krótkim okresie czasu zostaje gwiazdą całej floty. Jego niezwykłe umiejętności bojowe to efekt ciężkich treningów w starym symulatorze, które chłopak odbywał w podziemiach strefy mieszkaniowej, a które to przy zaskakująco szybkim tempie regeneracji ciała, czynią z niego istną maszynę do zabijania. W tym momencie warto wspomnieć o stopniowo odkrywanej tajemnicy młodego Tanikaze i jej największej zagadce, czyli dziadku Hiroki Saitou – legendarnym wojowniku, który jako jeden z nielicznych przetrwał wspomniany wcześniej atak Gauny. Nie godzący się na kompromis genetyczny, Hiroki wykrada z inkubatora maleńkiego Nagato i przepada bez wieści gdzieś w dolnych partiach statku.

Zanim udało mu się uciec, osaczony – dał popis swoich umiejętności szermierczych, dzięki czemu zrobił na mnie ogromne wrażenie. Ale krew i charakter nie zawsze idą w parze. A szkoda. Bo mówiąc szczerze, okropnie denerwuje mnie niezdarność głównego bohatera, połączona z brakiem wyczucia w towarzystwie innych osób, a w szczególności dziewcząt, które dosłownie walczą między sobą o uwagę młodocianego prosa. W trakcie pierwszego sezonu poznajemy trzy kandydatki do tytułu „partnerki herosa wśród pilotów”, jednak sam protagonista nie wykazuje większego zainteresowania ich staraniami. Można powiedzieć, że bywa również obojętny na wdzięki kobiet, przez co staje się postacią nieznośnie bezbarwną – jest dla mnie typem popychadła bez własnego zdania i jakiejkolwiek siły przebicia. I żeby było śmieszniej, odczuwa empatię dopiero po jakiejś tragedii, bo oglądanie zainfekowanej Hoshijiro jest dla mnie objawem jakiegoś mentalnego odchylenia z nutką fetyszu, a nie przejawem empatii. Na szczęście, chłopak czasami po prostu olewa rozkazy dowództwa i działa na własną ręką, m.in. ratując w/w przyjaciółkę. W ostatnim odcinku pierwszego sezonu, młody wojownik odkrywa część swojego prawdziwego oblicza i w rozmowie z Norio Kunato, zyskuje sympatię wielu odbiorców – w tym i moją.

Nagate3Nagate2

Warto wspomnieć jeszcze o kilku innych, z pewnością dużo ciekawszych postaciach. Numerem jeden wśród osób, które na pewno poważnie zamieszają w kolejnych sezonach jest kapitan Kobayashi, należąca do kasty nieśmiertelnych (i tak jak oni, nosząca specjalną maskę), będąca także dawną przyjaciółką (a może nawet partnerką?) dziadka Tanikaze. Podczas trzynastu odcinków, scenarzyści uchylają delikatnie rąbka tajemnicy związanej z osobą niezwykle opanowanej, wręcz chłodnej w relacjach kobiety, która twardą ręką zarządza Sidonią i nie waha się poświęcić setek istnień dla większego dobra. Mam nadzieję, że rozwinięty zostanie wątek frapującej Sasaki i w końcu ktoś wyjaśni historię Laly Hiyamy, noszącej na co dzień kombinezon (lub raczej zbroję) o wyglądzie niedźwiedzicy, podtrzymujący ją przy życiu od niemal 600 lat.

CDN?

Obawiałem się, że po wielu obiecujących zapowiedziach, polecających komentarzach i widowiskowych trailerach, serial będzie wydmuszką fabularną, nastawioną kontekstowo na młodocianego widza, którego bardziej interesują efekty specjalne i zagadnienia interpersonalne z kręgu Young Adults, niż ambitne kino kosmiczno-survivalowe. I na szczęście, moje obawy zostały rozwiane z szybkością dorównującą atakom Tsugomori, bo produkcja została zrealizowana fantastycznie, zarówno pod względem tematycznym jak i wizualnym. Rycerze…to gorzkie kino katastroficzne, w doskonały sposób obrazujące fakt, jak delikatnymi i bezbronnymi istotami są ludzie.

To również świetne studium społeczeństwa utylitarnego, wychowywanego według wzorców kastowych i ciągłej gotowości bojowej. I w końcu, to niezwykła uczta dla oka, bowiem efekty specjalne zostały zrealizowane w nader pomysłowy sposób, łączący tradycyjną animację z wygenerowanymi komputerowo renderingami, nadającymi całości niezwykłego klimatu. Mam nadzieję, że twórcy zdołają utrzymać tak wysoki poziom w kolejnych odsłonach serii, bo nie lubię polecać czegoś na wyrost, a właśnie tak muszę postąpić w przypadku pierwszego sezonu, co też z wielką przyjemnością czynię. Naprawdę, gorąco polecam ten tytuł!     

 

źródło foto: 1, 2, 3

Zobacz również

After Yang

Nie ma czegoś bez niczego...

filmy

Deathloop

Zapętlona zabawa w Kotka i Myszkę

gry

Gnoza

Michał Cetnarowski

literatura

Diuna

Strach to zabójca umysłu

filmy

Top 7 filmów z 2021 roku

Subiektywne zestawienie najlepszych filmów fantastycznych

filmy

Wejdź na pokład | Facebook