Titanfall 2

Najszybsza, zmechanizowana partyzantka na świecie!

Autor: Owen

gry

Tegoroczna jesień to okres niebywałej ekspansji dla wszelki maści gier strzelanych. I przy okazji, morderczej walki pomiędzy wydawcami.

Najpierw zadebiutował pierwszy Battlefield, teraz równocześnie rękawice starły ze sobą Titanfall 2 i Call of Duty: Infinite Warfare, a na horyzoncie majaczą już kolejno: druga odsłona Dishonored, Space Hulk: Deathwing i Killing Floor 2. Do tego stała popularność Destiny i Overwatcha, podsycane nowymi modami oraz cała masa innych, trochę mniej znanych indyków w konwencji FPS. Tak więc, jest w czym wybierać i do kogo postrzelać. Gorzej, gdy musimy nasze chciejstwo skonfrontować z ilością wolnego czasu i możliwościami technologicznymi preferowanych platform do grania. Dzisiaj na celownik obrałem sobie najnowsze dziecko w rodzinie Electronic Arts, wyprodukowane przez Respawn Entertainment, czyli drugą odsłonę doskonałej strzelanki sieciowej pt. Titanfall.

Pierwsza część była dla wielu graczy sporym przełomem, łączącym w sobie ideę zaciętej rywalizacji z dystopijną wizją przyszłości. Podbierała również część fanów konkurencyjnym seriom, oferującym coraz większą ilość grywalnych klonów jednej konwencji. W przypadku wielkiego T, magnesem na zajawkowiczów okazała się sama szybkość i plastyczność rozgrywki, a także możliwość współdzielenia pola bitwy ze spersonalizowaną maszyną bojową w postaci dużego mecha. Było szybko, głośno i krwawo. Więc po kontynuacji wszyscy spodziewali się jeszcze większego hałasu. Czy wydana dosłownie kilka dni temu nowa odsłona sprosta oczekiwaniom graczy? I w końcu, czy długo zapowiadany tryb singlowy pozwoli na przeżycie niezapomnianej przygody?

Hegemonia międzyplanetarnego konsorcjum IMC trwa nadal. Głównym bohaterem opowieści jest niejaki Jack Cooper, młody strzelec ruchu oporu na tzw. Kresach, który podczas wirtualnego szkolenia z taktyk działania oddziałów specjalnych, zostaje nagle przeniesiony na prawdziwe pole bitwy. Tam, po kilku niebezpiecznych akcjach i przeczesaniu sporego kawałka dżungli, podejmuje próbę zrestartowania i przejęcia Tytana po swoim nieżyjącym dowódcy. Robot bojowy klasy Vanguard BT-7274, zostaje partnerem i przewodnikiem dla aspirującego pilota. Pierwszą misją tego przypadkowego duetu będzie dotarcie do punktu zrzutu oddziału majora Andersona, który przestał sygnalizować swoją aktywność. Dlaczego jego komlink nagle zamilkł? Co odkrył ów dowódca? I w końcu, czy dwójka niecodziennych bohaterów poradzi sobie z rozwikłaniem tajemnicy oraz przeważającymi siłami wroga?

t_4
 
Od razu zaznaczę, że chciałbym się skupić na trybie fabularnym, który jest w tej grze jedynie dodatkiem do konwencji sieciowej naparzanki. Więc z założenia nie będzie go można porównywać do mistrzów cyfrowego storytellingu. Trudno też snuć wielowątkową opowieść w sytuacji, gdy tak naprawdę głównym celem programu jest zawzięte parcie do przodu i podejmowanie walki. Co absolutnie nie zmienia faktu, że nasza przygoda mogłaby być znacznie dłuższa i bogatsza w informacje uzupełniające ogólny zarys sytuacji na froncie. Wiemy o co walczymy, ale głównego agresora znamy tylko z opowieści i podsłuchiwanych rozmów radiowych, bo jego militarnymi ramionami są najemnicy. 
 
t_3
 
Ci z kolei nie odpuszczają żadnej okazji, by spuścić kierowanemu przez nas bohaterowi lanie. A wierzcie mi, tempo i spektrum możliwości na poważną zadymę jest tak szerokie, że praktycznie każdą, nawet najbardziej problematyczną sytuację można rozwiązać na kilka sposób. Zwinność i motoryczność naszego pilota to ogromna zaleta, bo w kontekście wspomagającego egzo-szkieletu, sprawni manualnie gracze będą w stanie pokonać przeważające siły wroga w bardzo widowiskowym stylu. Sama walka to zdecydowanie najlepsza część programu, podzielona na w/w akrobacje i strzelanie, odbywające się w dosyć standardowy, ale i w bardzo przyjemny – pod względem mechaniki – sposób. 
 
Co więcej, cykliczne zmiany otoczenia oraz tabuny nowych przeciwników zachęcają do częstych rotacji oręża i w efekcie, zmiany trybu operacyjnego. Nasz wojak może nieść tylko dwa typy broni plus jeden rodzaj granatów, więc trzeba z głową planować ekspansję na kolejnych etapach. A wierzcie mi, pod tym względem jest w czym wybierać. Podejrzewam, że każdy miłośnik FPSów dopasuje zestaw pukawek do swoich preferencji. W rozgrywce singlowej, także nasz Tytan może zmieniać swoje tryby bojowe i próbować atakować wrogów za pomocą różnych taktyk, począwszy od szarżowania z bronią białą w bezpośrednim starciu, poprzez umiarkowany tryb ofensywno-defensywny, aż po ciężki ostrzał artyleryjski. Z kolei rozgrywa sieciowa rządzi się innymi prawami, podobnie jak tamtejszy dobór maszyn. W rzeczywistości, mecze bywają rozgrywane w maksymalnej liczbie dwunastu graczy, co jest moim zdaniem optymalną liczbą do opanowania rozgrywki na polu bitwy.    
 
t2_2
 
Lokacje w singlu są naprawdę ciekawe i dosyć spore, przez co dodają smaku całej przygodzie. Zawieszone wysoko nad ziemią maszty dźwigów są gotowe na popisy parkourowców, ruchoma fabryka elementów treningowych jawi się jako miejsce dla taktycznych strzelców, a ostatnia misja to prawdziwe, kaskaderskie rodeo z filmów Micheala Baya. Do tego wypada dodać różne gadżety ulepszające, takie jak bransoletka pozwalająca na zmianę czasu i przestrzeni – której zastosowanie bardzo mi się podobało, czy też urządzenie stazujące inne urządzenia. Dzięki takim zabawkom, akcja pędzi na złamanie karku, nie pozwalając nawet na chwilę nudy. I w tym miejscu pojawia się pierwszy problem, czyli długość kampanii.
 
Siedem godzin to zdecydowanie za krótko, by pokazać różne oblicza w/w konfliktu, o którym – pomimo ukończenia linii fabularnej – nadal mało wiemy. Koncept futurystycznego ruchu oporu może się wydawać absorbujący, lecz pod koniec rozgrywki ja akurat czułem pewien niedosyt, wynikający z bardzo ogólnego podejścia do całej historii. Poza ładnym intrem, próżno tu szukać animowanych wstawek filmowych, klarownie rozwijających opowieść. A to niestety kolejny minus, jaki trzeba zapisać na koncie Respawn Entertainment. Bo mając do dyspozycji taki potencjał, trzeba być kimś totalnie niepoważnym, by z tego nie korzystać. I w końcu, chyba największe zagrożenie, którym może się okazać powtarzalność schematów i wynikająca z niej, późniejsza nuda. Powiało grozą? Na szczęście, to tylko teoria. Twórcy obiecali wszystkim subskrybentom darmowy dostęp do przepustek sezonowych i wszelkiej maści dóbr, mających spływać na konta Originu w najbliższej przyszłości. Oby to była prawda, bo dzięki temu magia zespołowej zadymy z tytanami w tle będzie jeszcze długo żywa. A jest tego warta!
 
źródło foto: 1

Zobacz również

After Yang

Nie ma czegoś bez niczego...

filmy

Deathloop

Zapętlona zabawa w Kotka i Myszkę

gry

Gnoza

Michał Cetnarowski

literatura

Diuna

Strach to zabójca umysłu

filmy

Top 7 filmów z 2021 roku

Subiektywne zestawienie najlepszych filmów fantastycznych

filmy

Wejdź na pokład | Facebook