Limes Inferior

Janusz A. Zajdel

Autor: Owen

literatura

Jakiś czas temu odbyłem z przyjaciółmi żywiołową rozmowę na temat kondycji współczesnej kinematografii polskiej, ze wskazaniem na szerszą analizę obiecujących projektów i ich potencjalnych możliwości finansowania.

Wśród kilku pewniaków i moich osobistych faworytów – z fantastycznym Ambition od Platige Image na czele – pojawiło się także pare niewiadomych, wywołujących na twarzach moich zacnych adwersarzy grymas zadumy i – poniekąd – dezaprobaty. Wszystkie inicjatywy, jakkolwiek podniosłe i czarujące, rozbijały się o ten sam zestaw argumentów, czyli brak funduszy lub nieprzychylność państwowych instytucji wspierających. Na szczęście żyjemy w XXI wieku, w dobie swobodnej wymiany myśli i zasobów, a dzięki idei crowdfundingu, dosłownie wszystko jest dzisiaj możliwe. Dlatego każdy dobrze zaprezentowany pomysł może liczyć na pomoc entuzjastów i w efekcie, na zasoby portfeli tychże. 

Ale to tylko jedna strona medalu, bo drugą jest sam pomysł. I tutaj dochodzimy do sedna wstępu mojej wypowiedzi – od dawna irytuje mnie taka dziwna przypadłość wśród wielu moich znajomych, którzy jednym tchem potrafią wyrecytować wszystkie tegoroczne blockbustery w konwencji S-F, a nie znają nawet promila polskiej myśli fantastycznej. Potrafią wymienić najbardziej znanych pisarzy amerykańskich, natomiast z rodzimych twórców znają zazwyczaj tylko Lema i to głównie dzięki medialnej laurce. A przecież historię polskiej literatury futurystycznej tworzyło i tworzy wiele ciekawych osób, z niesamowitym Januszem Andrzejem Zajdlem na czele. Bo powiedzcie mi – czy tylko ja mam wrażenie, że Paradyzja to gotowy scenariusz filmowy? I czy tylko ja marzę o ambitnej ekranizacji tejże z wykorzystaniem współczesnych technologii? Jednak pozostawmy na chwilę sferę marzeń, ponieważ tym razem chciałbym omówić inną powieść z portfolio mistrza socjologicznego sajens-fikszyn, czyli zaskakujące Limes Inferior.

Malowniczo położone jezioro Tibigan to perła w koronie aglomeracji Argolandu, okalające swymi spokojnymi wodami kilometry wybrzeża futurystycznej i ultranowoczesnej metropolii. To również niemy świadek wielu dziwnych i często niebezpiecznych wydarzeń, będących dla miasta przykrą codziennością. A wypada zaznaczyć, że mowa o nie jakiejś tam zwykłej mieścinie, bowiem po okresie wielkich przemian, równomiernie na całej na Ziemi powstało kilkaset takich ośrodków urbanistycznych, natomiast wszelkie tereny poza granicami niezwykłych dystryktów zamieniono na w pełni zmechanizowane obszary uprawne. Całkowita automatyzacja produkcji praktycznie wyeliminowała formę pracy fizycznej, nastawiając społeczeństwo na wielowymiarową konsumpcję, dozowaną proporcjonalnie poprzez narzucony system kastowy.

Jedynym ograniczeniem w pochłanianiu dóbr może być wysokość posiadanej klasy, przyznawanej w zależności od wyników testów na inteligencję. Oficjalnie istnieje 7 poziomów, sprytnie ułożonych w odwrotnej kolejności, by nawet największe ofermy intelektualne nie mogły się porównywać z przysłowiowym zerem, zarezerwowanym tym razem dla umysłów ścisłych, teoretycznie kontrolujących pracę całego organizmu miejskiego. Różnica polega przede wszystkim na zakresie rzeczywistych obowiązków i wynikających z tego tytułu wynagrodzeń, wypłacanych w formie specjalnych punktów, tym razem podzielonych na trzy kolory. Układ wydaje się prosty i uczciwy, ale taki nie jest…

limesinferior_3 

Praktycznie wszystkie działania mieszkańców metropolii opierają się na wykorzystywaniu uniwersalnego klucza, będącego jednocześnie kartą płatniczą, dowodem tożsamości i realnym narzędziem do otwierania drzwi. I jak nietrudno zgadnąć, z czasem wśród obywateli Argolandu zaczyna rozkwitać szara strefa, związana z wszelkimi usprawnieniami statusu, tudzież z wymianą dóbr i samych punktów. Swoje żniwo zbierają wszelkiej maści lifterzy i downerzy, parający się sztucznymi zmianami klas w każdą stronę hierarchii społecznej. Tu i tam pojawiają się również point changerzy, kameleoni, hieny szpitalne oraz cała masa innych typów spod ciemnej gwiazdy, wypełniających kolorowe knajpki i ciemne zaułki miasta. Jednak posiadanie klucza to nie tylko zestaw przywilejów i możliwości, ponieważ wymyślne narzędzie stanowi przede wszystkim świetne medium do kontroli i nadzoru mieszkańców, w myśl idei: nikt nie jest anonimowy i każdy zostawia po sobie ślad. Nawet najsprytniejsi crackerzy bywają nieświadomi skali inwigilacji i tylko dzięki różnym układom, bezproblemowo świadczą swoje usługi. Wśród nich największą sławą cieszy się…

 Sneer

Adi Cherryson alias Sneer (wzorowany prawdopodobnie na osobie Adama Wiśniewskiego-Snerga) to przeciętny czterdziestolatek bez zobowiązań rodzinnych, posiadający czwartą klasę i oficjalnie nie parający się żadną legalną pracą. Jednak pozory mogą mylić, ponieważ Sneer to w rzeczywistości poważnie zapracowany osobnik i znany w środowisku półświatka lifter. O jego umiejętnościach oraz niezwykłej skuteczności słyszał chyba każdy, aczkolwiek na jego usługi mogą sobie pozwolić tylko nieliczni. I choć na początku fabuły Adi faktycznie czaruje swoją aurą, tudzież skutecznością, to w trakcie lektury nie mogłem się oprzeć wrażeniu, iż z biegiem wydarzeń bohater traci zimną krew i zachowuje się coraz bardziej irracjonalnie. Bo jak na fachowca z tak wyspecjalizowanej i przede wszystkim dyskretnej branży, cały czas opowiada przypadkowym ludziom o swoich działaniach.

Co więcej, koncertowo daje się złapać prostej maszynie aresztującej, by później zostać stopniowo wplątywanym w coraz poważniejszą intrygę, sięgającą najwyższych szczebli władzy. Tak więc historie o jego niebywałym potencjale, godnym samych zerowców, zupełnie mnie nie przekonały, a wręcz – po wizycie w domu rodzinnym i oschłych relacjach z rodzicami – zniechęciły całkowicie do tej postaci. Śmiem twierdzić, że kreacja Sneer’a okazała się dla mnie najsłabszym ogniwem omawianej książki, bo nawet zwykły downer z trzecią klasą był w stanie go zaskoczyć.

Zupełnie inaczej jest z postaciami drugoplanowymi, począwszy od irytującego, ale w sumie dającego się lubić Karla Prona, który w przeciwieństwie do głównego bohatera, jest osobnikiem raczej komicznym – wręcz groteskowym. Wiecznie uwikłany w jakieś większe lub mniejsze problemy, zostaje w końcu królikiem doświadczalnym dla grupy crackerów i wpada w ręce policji przez tzw. wampira szpitalnego. Ale to właśnie dzięki niemu Sneer nawiązuje relację z tajemniczą Alicją, której wątek pierwotnie wydawał mi się ultra ciekawy i obiecujący. Enigmatyczna kobieta pojawia się w toku fabuły kilkukrotnie, rozpalając zmysły niestabilnego emocjonalnie protagonisty i poniekąd ratując jego antypatyczną pupę poprzez magiczną bransoletkę. Jakkolwiek interesująca mogła się okazać ta relacja, to w ostatecznym rozrachunku motyw romansu sprawia wrażenia fabularnego zapychacza i wydaje się doklejony do całości nieco na siłę, troszkę pod kątek enigmatycznego zakończenia.  

Prawda półostateczna

Limes Inferior to utwór, który bardzo trudno i jednoznacznie ocenić. Trzeba pamiętać o tym, że twórczość Janusza A. Zajdla zawsze była – i jest – niezwykle złożona pod kątem rozważań naukowych z pogranicza socjologi i urbanistyki, a z drugiej strony bywa mocno nacechowana rzeczywistością geo-polityczną, w której przyszło autorowi tworzyć. To swoista paralela wobec duszności atmosfery lat 70 i 80 w Polsce, uwzględniająca zawoalowaną krytykę ówczesnej ideologii, podaną w iście cyberpunkowym stylu. Dodajmy do tego niezwykle trafne prognozy technologiczne i teoretycznie otrzymamy pozycję doskonałą, którą omawiana książka niestety nie jest.

Łyżką dziegciu w beczce miodu okazało się niezwykle dziwne zakończenie, sprawiające wrażenie dopisanego na siłę do wcześniej zaplanowanej historii. Wydaje mi się, że jako inspirację takiego działania można uznać efekt przemian państwowych, jakie zastały Zajdla podczas pisania powieści i być może wpłynęły na zmianę finału całej kompozycji. Nie jestem w stanie wytłumaczyć, czy Adi świadomie zatruł swój organizm, czy może faktycznie odleciał w stronę gwiazd, dlatego każdy czytelnik powinien odebrać ten przedziwny epilog po swojemu. I na koniec warto sobie kolejny raz zadać pytanie – czy w dobie social media i inteligentnych urządzeń elektronicznych, jesteśmy naprawdę wolni? 

 

źródło foto – 1, 2, 3

Zobacz również

After Yang

Nie ma czegoś bez niczego...

filmy

Deathloop

Zapętlona zabawa w Kotka i Myszkę

gry

Gnoza

Michał Cetnarowski

literatura

Diuna

Strach to zabójca umysłu

filmy

Top 7 filmów z 2021 roku

Subiektywne zestawienie najlepszych filmów fantastycznych

filmy

Wejdź na pokład | Facebook