Inne Światy

Za każdym pociągnięciem pędzla kryją się wszechświaty

Autor: Owen

literatura

Twórczość Jakuba Różalskiego to temat na długą i, kontekstowo, bardzo szeroką dyskusję, dotyczącą nowych trendów we współczesnej sztuce, ze wskazaniem na malarstwo cyfrowe tudzież koncepcyjne. 

Nie znam chyba nikogo, na kim prace w/w autora nie zrobiłyby wrażenia. Pomysł łączenia scen rodzajowych polskiego realizmu z retro futurystycznymi wizjami, wpisującymi się gdzieś pomiędzy realizm magiczny, naturalizm, a rasowy steampunk, okazał się niezwykle oryginalny. Nie tylko dlatego, że nikt wcześniej nie próbował tworzyć tematycznie kolaży na taką skalę i nie przez to, że autor dotyka pędzlem swojskich realiów, ale głównie z powodu dysonansu poznawczego, towarzyszącego przyswajaniu wspomnianych dzieł. Bo niby sielanka jako u Chełmońskiego, a jednak czuć niepokój i zbliżającą się pożogę. Niby Młoda Polska oraz Dwudziestolecie międzywojenne, a tu historie pełne awanturników, bajkopisarzy i innych szarlatanów, których nie powstydziłyby się pokolenia literackich Tyrmandów.

Dużo różnych i często kontrastujących ze sobą motywów, lecz wszystko doskonale współgra i pasuje w tej dziwnej układance. Dlatego ekspansja tego uniwersum na inne media lub produkty była tylko kwestią czasu. Najpierw puzzle i niezwykle pożądana gra planszowa pt. Scythe, potem zapowiedź obiecującej gry w formule RTS o frapującym tytule Iron Harvest, a teraz, niejako przedsmak kilku innych inicjatyw, obszerny zbiór opowiadań pt. Inne Światyinspirowanych wizjami zrodzonymi w wyobraźni Kuby. 

Romantyczna martyrologia to od zawsze było dla mnie zjawisko niezwykle dziwne, odrobinę frapujące, a może nawet zaskakujące. Skąd takie przekonanie? Często miewam wrażenie, że współcześni historycy i pasjonaci wieków minionych celowo pomijają informacje o tym, jak w rzeczywistości wyglądały przywoływane realia. Eksponują mundury, przysięgi i szlachetne idee, zapominając o całym syfie, znoju i błocie wokół. A przecież wiele z historycznych wydarzeń miało jakieś szersze tło lub wiązało się z danym obszarem, na którym mieszkała ludność cywilna. Ludzie spoglądający na ogrom i dramat wojny ze strachem w oczach, ale i pewną dozą ciekawości. Pomagający, albo sabotujące działanie tych lub tamtych oddziałów. 

Na szczęście w obrazach Różalskiego to właśnie perspektywa tych zwykłych ludzi staje się esencją całej kompozycji. Nie jej tłem, a raczej fundamentem. Często widzimy tylko zarys czegoś większego w oddali, na co patrzy swojski Boryna z Mazowsza, albo inna Marysieńka z Podhala, stojący tuż przed oczami widza. A to z kolei niesamowicie pobudza wyobraźnię i daje ogromne pole do interpretacji. Nie wierzycie? No to szybkie pytanie: co zrobił upiór rozszarpujący Świętego Mikołaja, który tylko na chwilę przystanął i odwrócił głowę? No właśnie, nikt z nas tego nie wie! Z drugiej strony, wielu krytyków zarzuca autorowi brak dynamiki wśród postaci pierwszoplanowych, co jest poniekąd prawdą. Tylko co z tego, skoro kompozycja danego dzieła i tak pędzi fabularnie do przodu?

I dokładnie ten króciutki moment zawieszenia wykorzystali w swojej pracy pisarze, których wydawnictwo SQN zaprosiło do współpracy nad obszerną antologią z uniwersum Świata 1920+. Wybrali konkretne zestawy dzieł i popuścili wodze fantazji, racząc nas swoimi plastycznymi wizjami. Na pierwszy rzut poleciały najbardziej oczekiwane relacje, prosto z pola walki, opisujące konflikty z wielkimi mechami w tle, albo ich makabryczne konsekwencje. W ten nurt doskonale wpisali się Remigiusz Mróz, ze swoją wizją czasowej osobliwości na wzór Trójkąta Bermudzkiego, i Robert J.Szmidt, snujący dosyć długie opowiadanie w klimacie japońskich gier RPG, gdzie mityczna magia i smoki przeplatają się z rewolucją parową, reprezentowaną przez podniebne flotylle okrętów bojowych.

Za każdym pociągnięciem pędzla kryją się całe wszechświaty.

– Michał Cetnarowski, wstep

O krok dalej poszedł otwierający antologię Jakub Małecki, który opisał pokłosie jakiejś bliżej niesprecyzowanej anomalii (a może batalii?), po której w pańszczyźnianej Polsce pozostały już tylko wraki tajemniczych maszyn, stymulujących umysły ludzi na tyle odważnych, by podejść blisko i poczuć mrok. W podobnym, równie tajemniczym klimacie utrzymane jest dzieło Aleksandry Zielińskiej, kreującej realia Post-Apo w alternatywnej wizji Ślaska i tamtejszego przemysłu wydobywczego. Gdzieś pomiędzy nimi plącze się króciutka fabuła Sylwii Chutnik, będąca w moim przekonaniu jedynym nieporozumieniem w kontekście tematyki owego zbioru. Na szczęście wątek odległego frontu domyka niezwykle ciekawe opowiadanie Anety Jadowskiej, skrupulatnie opisującej obrzędy i zwyczaje Tatarów, postawionych w obliczu niezwykle trudnego wyzwania. A stąd już tylko krok do…

…realizmu magicznego, odkrywanego przez Annę Kańtoch ze swoją wizją międzywojennej, trochę magicznej Warszawy i jej steampunk’owych spiskowców, wplątujących się ze swoimi działaniami w ducha ówczesnej stolicy. Jest elegancko i ze sznytem, ale nie bez ciekawych zwrotów akcji oraz dywersyjnych zaskoczeń. Zupełnie odwrotnie, niż u Łukasza Orbitowskiego, który popełnił moim zdaniem najlepsze, najbardziej brudne i brutalne w swojej formie opowiadanie, zawarte w omawianym zbiorze. Ba! Toż to jest materiał na całą, pełnoprawną i grubą powieść o wilkołakach lub siłach nieczystych, mamiącymi ludzi już od wieków średnich, a kończących swój żywot w niespokojnym Krakowie. Jestem pod wrażeniem sprytu, śmiałości oraz znajomość lokalnych realiów, w jakie zostały wplecione wydarzenia tego opowiadania i trochę żałuję, że autor nie pokusił się o bardzie otwarte zakończenie.   

Na koniec zostawiłem sobie kwaśną wisienkę na pysznym torcie, czyli obszerne opowiadanie Jacka Dukaja, stanowiące niemal jedną trzecią objętości wydawnictwa. Wisienkę, ponieważ Jacek to moim zdaniem najważniejszy ze współczesnych pisarzy polskiej fantastyki naukowej, który już nikomu nie musi udowadniać i potwierdzać swojej wartości. Na torcie, bo jego pomysł na rozwinięcie historii Wokulskiego i Geista, jest po prostu rewelacyjnym potwierdzeniem kunsztu oraz bogatej wiedzy historyczno-obyczajowej pisarza. I w końcu, o kwaśnym posmaku, bo choć tekst jest niezwykle frapujący oraz bogaty kulturowo, to jednak poza gronem filologów, czy też miłośników poezji, cała reszta czytelników będzie stękała podczas lektury. Doceniam formułę, ale patrzę na literaturę również przez pryzmat jej przystępności i harmonii. A w tym przypadku to akurat wyczerpujący triathlon umysłowy. Co oczywiście nie zmienia faktu, że wypada tę historię poznać, traktując ją jako piękne domknięcie bogato wydanej publikacji. Bo co jak co, ale akurat w tym przypadku wydawnictwo wykonało kawał solidnej roboty.

Polecam!   

foto: 1

Zobacz również

After Yang

Nie ma czegoś bez niczego...

filmy

Deathloop

Zapętlona zabawa w Kotka i Myszkę

gry

Gnoza

Michał Cetnarowski

literatura

Diuna

Strach to zabójca umysłu

filmy

Top 7 filmów z 2021 roku

Subiektywne zestawienie najlepszych filmów fantastycznych

filmy

Wejdź na pokład | Facebook