FUTU.RE

Technokratyczna antyutopia Głuchowskiego

Autor: Owen

literatura

Śledząc przelotnie rodzimą blogosferę, nie sposób ominąć modnych ostatnio zestawień, podsumowań, porównań i innych topów, które poza sprytnym pozycjonowaniem artykułów, są oczywiście świetnym kompendium niezależnych opinii i wygrzebanych, czasem odrobinę zapomnianych rarytasów.

Każdy taki wpis to zawsze jakieś nowe spojrzenie na tematy znane i lubiane, dlatego im więcej rzetelnie opracowanych publikacji, tym lepiej dla wszystkich odbiorców. I podążając za tym ciekawym trendem, nawet ja dałem się ostatnio wkręcić w typowanie rankingów, dumając troszeczkę nad stworzeniem listy – powiedzmy – 5 najpopularniejszych, tudzież najpoczytniejszych autorów literackich, parających się szeroko rozumianą tematyką post-apokaliptyczną. Po głębszej analizie zagadnienia mogę śmiało napisać, że pretendentów do obstawienia podium byłoby wielu i choć ich podejście do problemu życia po apokalipsie różni się od siebie dosyć mocno, to jest wśród tego grona kilku nowych zawodników, którzy w ciągu ostatniej dekady wnieśli sporo świeżości w kontekście rozwiązań fabularnych.  

Jednym z nich jest bez wątpienia Dmitrij Głuchowski, o którym napisałem kilka zdań przy okazji wypowiedzi na temat drugiej gry komputerowej z serii Metro 2033, promującej obszerny cykl książkowy. I choć kreatywny kosmopolita z rosyjskim paszportem mógłby spokojnie odcinać kupony od popularnej serii, to zamiast tego nadal poszukuje nowych wyzwań i przetwarza swoje pomysły na plastyczne koncepty. Po bardzo pesymistycznej i pełnej defetyzmu książce Witajcie w Rosji (2014), autor zaproponował coś zupełnie nowego, publikując jeszcze w tym samym roku swoją najnowszą propozycję pt. FUTU.RE, będącą tym razem technokratyczną antyutopią na szeroką skalę i w dosyć obszernym wydaniu. Czy nowa wizja zdolnego poligloty okaże się jego dotychczasowym Opus Magnum?

Kim jest Jan Nachtigal 2T, niespełna trzydziestoletni kawaler, zamieszkujący ciasną klitkę w jednym z super wieżowców jutrzejszej Europy? Niepamiętającym swoich rodziców wychowankiem spartańskiego internatu dla sierot? Czy może bezwzględnym żołnierzem na usługach Partii Nieśmiertelności, wiodącym aktywne życie w szeregach tzw. Falangi – znienawidzonej spec jednostki do tropienia i wyłapywania niezarejestrowanych aktów poczęcia, zakazanych na terenie poważnie przeludnionego, bo 170 miliardowego kontynentu? Jest Nieśmiertelnym. Tropi, bije, wydaje wyroki i wstrzykuje pechowcom akcelerator, zmieniających ich ciała z niestarzejących się naczyń biologicznych na szybko murszejące skorupy. Wszystko pod osłoną prawa, w czarnym płaszczu i masce Apollina, skrywających tożsamość brutalnego łowcy oraz jego popleczników.

FutuRe_1FutuRe_2

I któregoś dnia jego monotonne życie nabiera rumieńców. Oto Jan, zakonnik od brudnej roboty, dostaje wezwanie prosto z samego Olimpu –  zostaje zaproszony na szczyt jednego z betonowych gigantów, do rajskiego ogrodu ponad chmurami, z widokiem na niekończący się horyzont, gdzie gęsty las budynków nie zasłania światła słonecznego, a spragniony świeżego oddechu plebs nie truje swym odorem atmosfery. Amfitrionem wojaka okazuje się jeden z najpotężniejszych ludzi w tej części świata, dostojny, zawsze elegancki i nienaturalnie młody senator Erich Schreyer, przewodzący aktualnie panującej (i stale umacniającej swoją pozycję) partii nieprzemijalnych arystokratów. Magnat dostrzega w głównym bohaterze wyjątkowo rzadki zbiór cech przywódczych, typując go na lidera tajnej operacji antyterrorystycznej, od której zależeć będą dalsze losy całej aglomeracji. Jan niechętnie podejmuje wyzwanie, a podczas samej akcji traci panowanie nad zespołem taktycznym, doprowadzając do szeregu nieporozumień i wypadków, które zmienią jego dotychczasowe życie…

Gigapolis

Głuchowski doszedł do zaskakującej wprawy w kreowaniu niezwykle plastycznych wizji i wymyślanych przez siebie światów, wciągając czytelnika stopniowo w niebezpieczną osnowę smutnej przyszłości. Jutrzejsze realia to przede wszystkim dwa kontrastujące ze sobą zagadnienia: nieśmiertelność i przeludnienie, ścierające się ze sobą niczym mityczny Horus z Setem. W około 300 lat po opracowaniu retrowirusa, ludzkość osiągnęła genetyczną doskonałość – przestała chorować i przede wszystkim umierać. Ale nie umiała zapobiec innej tragedii, która okazała się równie niebezpieczna, co plagi i klęski żywiołowe z przeszłości – osiągnęła (a nawet znacznie przekroczyła) maksymalny limit osobowy wobec dostępnej powierzchni. Tak więc przerażająca imaginacja społeczeństwa została podana w bardzo sugestywny sposób; wyobraźnia autora podsunęła nam obraz jedynego możliwego rozwiązania – nie dającego się zmierzyć ludzkim okiem gigapolis, tworzącego jeden zwarty organizm urbanistyczny i rozciągającego swoje betonowo-kompozytowe macki na obszarze kilkudziesięciu państw. Duchota, oszczędność i gwar przypominają w omawianym dziele jakiś groteskowy miks wizji Orwella z koncepcją Huxley’a, wymieszanych w sosie futurystycznej przesady, będącej pejoratywną metaforą wobec zjawiska niepohamowanego konsumpcjonizmu i coraz gorzej działającego systemu multi-kulti.      

FutuRe_3FutuRe_6

Lecz wszystko ma swoją cenę, a każde naczynie swoją maksymalną objętość. Dlatego Nieśmiertelni przechwytują niezarejestrowane dzieci i wyrównują bilans personalny, skazując jednego z rodziców na przyspieszony, bo niespełna 10 letni okres starzenia, zakończony przedwczesną śmiercią. Odebrane niemowlaki trafiają prosto do kuźni charakterów, gdzie doświadczają prania mózgu i przechodzą trening bojowy, ostatecznie wstępując w szeregi Falangi. Toteż, błędne koło się zamyka. Nie wiem, co jest bardziej przerażające w tym scenariuszu: totalna obojętność w kwestii praw rodzicielskich, wynikająca z przesycenia, czy może bezwzględna i oparta na agresji edukacja w stylu cardowskiego Endera Wiggina?

Pewny jest natomiast kształt kręgosłupa moralnego późniejszych łowców, którzy nie czują empatii i często nie potrafią utrzymywać relacji z innymi ludźmi, skazując swoje jestestwo na samotność emocjonalną, popartą ogłupiającymi pigułkami szczęścia. To, co mnie najbardziej intrygowało w zachowaniu głównych bohaterów, to skrywana tęsknota za normalnością, rodziną i poczuciem miłości, których chłopcy nie doświadczyli w cyklu dorastania. Tylko nieliczni przedstawiciele zakonu odważyli się na manifestację uczuć, ryzykując swoim statusem i kończąc zazwyczaj makabrycznie – bez genitaliów i w rozdrabniaczu. Jednak najbardziej przerażająca w tym utworze jest wszechogarniająca pustka, podszyta nudą i obojętnością.     

…To, co żywe, umiera. Nie jesteśmy bogami. I nie możemy się nimi stać. Oparliśmy się głową o sufit. Nie możemy niczego zmienić, bo sami nie możemy zmienić siebie. Ewolucja się zatrzymała – na nas. Śmierć zapewniała nam odnowę. Reset. A my jej zakazaliśmy…

– Beatrice Fukkyama

Fanatyczna pogoń za doskonałością przesłoniła obywatelom industrialnej Europy fundamentalne aksjomaty ludzkiej egzystencji, czyli sens i radość istnienia. Wymazała z ich pamięci życzliwość i radość. Zamiast tego, patetyczni arystokraci coraz bardziej odpływają swoim zachowaniem i wizerunkiem w stronę antycznych wyobrażeń, by w domowym zaciszu, niejako na przekór oficjalnemu image’owi, praktykować bardzo przyziemne uciechy. Na co dzień egzystujący w sterylnym getcie milionerów, znudzeni ludzie marzą o czymś namacalnym, żywym, ulotnym – jak chwilowe, wulgarne zbliżenia Jana i Helen, określane przez bohaterów mianem zwierzęcej dzikości. Ale rosyjski pisarz nie poprzestaje tylko na tym, bowiem zupełnie odwrotnie opisuje życie mieszkańców największego i śmiertelnie niebezpiecznego ula imigracyjnego na starym kontynencie, powstałego w miejscu dawnej Barcelony.

FutuRe_4

Niewyobrażalny ścisk, smród i harmider mieszają się tam z kulturami całego świata oraz realnym życiem, na zasadzie „tu i teraz”. Głuchowski nie bez powodu przemyca w toku fabuły wypowiedzi kilku mędrców, którzy wolą zbutwiałe krzesło w opozycji do sztucznego siedziska z kompozytu, symbolizujące przemijanie i naturalny stan rzeczy. Alochtoni praktykują ciasną wegetację, żyjąc w sąsiedztwie innych nacji oraz fikuśnych ambasad dawno nieistniejących państw, bo tak naprawdę nie mają innego wyjścia. Żyją krótko, ale trwają w szczęśliwej komitywie swoich bliskich, na przekór wszystkim problemom i niespełnionym marzeniom o wieczności. Taka ekspozycja dwóch skrajnych, całkowicie przeciwstawnych systemów może być przestrogą dla współczesnych teoretyków i polityków, którzy zawsze lepiej wiedzą, czego rzekomo chce ogół.

Życie! Życie, rozumiesz? A nie wegetacja. Lepiej jest potrzeć zapałkę i spłonąć, ale coś poczuć!

-Basil

Na początku opowieści, Nachitgal również sprawia wrażenia osobnika zbyt pewnego siebie i „wiedzącego lepiej”; nie uznaje typowo ludzkich odruchów, a macierzyństwo traktuje jak dewiację, którą należy eliminować. Paradoksalnie, jako jedyny gość kulistych basenów okazuje współczucie i próbuje ratować topielca, za co później dosyć mocno obrywa. Lecz największym zaskoczeniem w jego przypadku okazuje się przemiana duchowa pod wpływem uratowanej Anellie, żyjącej na zupełnie innych zasadach i w innym stylu. Trudno mi zrozumieć aż tak duży nacisk na ten konkretny wątek, ponieważ finalnie romans głównych bohaterów wydał mi się strasznie banalny i naiwny, a od przygód dwójki zagubionych romantyków, dużo ciekawsze były dla mnie opisy otaczającej ich rzeczywistości. Rozumiem, że integracja tych postaci była czymś w rodzaju kręgosłupa fabularnego dla omawianej powieści, aczkolwiek w skali całości, okazała się mało intrygująca i raczej sztampowa. A szkoda.

FutuRe_5

Nieśmiertelność

Boję się kolejnych projektów Dimitrija, bo choć zdolny z niego narrator, to zaczynam w jego książkach wyczuwać powtarzalny wzór, na kanwie którego pisarz buduje całą opowieść. Zawsze pojawia się jakiś bohater-fatalista, który brnie przez kilkaset stron mrożących krew z żyłach przygód i pomimo wielu pułapek, niemal za każdym razem wychodzi na prostą. A na końcu utworu poświęca coś cennego w imię wyższych racji. Jan 2T to według mnie dualistyczne przeciwieństwo Artema z Metra 2033; z tą różnicą, że jeden z młokosa stał się bezwzględnym Stalkerem, a drugi odpuścił życie najemnika na rzecz własnych potrzeb. Mimo to, obaj mają jakąś misję, która w każdym przypadku kończy się dramatycznie. Być może to właśnie śmierć okażę się dla nich jedyną drogą do osiągnięcia wieczności w świecie, w którym Watykan stał się synonimem Disneylandu, bez bogów obiecujących zmartwychwstanie i życie wieczne. Tylko…czy egzystencja za wszelką cenę i bez jasno określonych założeń ma sens? Bo w dobie ograniczeń, nakazów i zakazów, każdy z nas może się poczuć jak zamknięty w wielkim słoju konik polny, hodowany tylko w celach konsumpcyjnych i pragnący choć na chwilkę posmakować wolności, nawet kosztem swojego żywota…

źródło foto: 1

Zobacz również

After Yang

Nie ma czegoś bez niczego...

filmy

Deathloop

Zapętlona zabawa w Kotka i Myszkę

gry

Gnoza

Michał Cetnarowski

literatura

Diuna

Strach to zabójca umysłu

filmy

Top 7 filmów z 2021 roku

Subiektywne zestawienie najlepszych filmów fantastycznych

filmy

Wejdź na pokład | Facebook