FOGONTHEFOREHEAD

Organiczna elektronika Arka Stokłosy

Autor: Owen

sylwetki

Każdy z nas słyszał barwne opowieści o ludziach z ponadprzeciętnymi możliwościami.

I nie, nie mam teraz na myśli superbohaterów z komiksów, a prawdziwe osoby, które zaskakują nas swoja aktywnością na co dzień i potrafią zarażać swoimi pasjami wszystkich wokół siebie. Ja mam to szczęście, że znam kogoś takiego i staram się z nim utrzymywać jak najwięcej relacji. Bo zawsze gdy widzę burzę czarnych loków i uśmiech na twarzy Arka Stokłosy, to wiem, że znowu nie będziemy się mogli nagadać o kinie, muzyce czy konsolach. A to tylko czubek zainteresowań tego młodego człowieka, który jest dla mnie jak współczesny DaVinci w Air Force One’ach – czego się nie dotknie, to od razu coś się w tej materii dzieje. Dlatego postanowiłem w końcu przepytać ów przyjaciela, spisując to owo, by przybliżyć Wam jego najnowszy projekt o nazwie…

…FOGONTHEFOREHEAD

ff_1

1. Arku, skąd u Ciebie zainteresowanie muzyką? Jak i kiedy zaczęła się ta przygoda w Twoim życiu?

Arek Stokłosa: Pamiętam, jak paręnaście lat temu mój tata zaczął korzystać z wszelkich dobroci świeżo założonego Internetu i wyszukiwać wszystko to, co przychodziło mu do głowy. Głównie utwory z lat 70-tych i 80-tych, przy których się wychowywał, albo do których rozkręcał potańcówki na kaseciakach i Altusach. Wtedy pierwszy raz usłyszałem Pink Floyd, Jean Michel Jarre’a czy Depeche Mode. Idąc tym tropem, zacząłem odkrywać muzykę z tamtego okresu na własną rękę i zupełnie straciłem dla niej głowę.

2. To miałeś chyba podobny start do mnie, gdy na początku lat 90 słuchałem pierwszych kawałków Boba Marley z kasety w 'fiaciku’ mojego taty. Dzisiaj to bardzo miło wspominam. I o ile w przypadku twórczości artysty z Jamajki dosyć łatwo znaleźć jakieś określenie i zamknąć ją w pewnych ramach tematycznych, to z Twoją pasją sprawa nie jest już taka oczywista. Jak określiłbyś swoją twórczość? W ramach jakich gatunków się najczęściej poruszasz?

AS: Przez długi czas moich zabaw z tworzeniem muzyki jeszcze w gimnazjum najbardziej utożsamiałem się z terminem ’el-muzyka’, czyli klasycznej muzyki elektronicznej. Nie dam sobie uciąć ręki, ale jeśli się nie mylę, to takie określenie spopularyzował Marek Biliński, czyli jeden z twórców elektroniki w Polsce. Jeśli miałbym nazwać gatunki, w jakich obracam się obecnie, to byłby to synthwave, new retro wave, lub retro electro. Lubię też dookreślać moją elektronikę przymiotnikami 'organiczna’ i 'psychodeliczna’, ale nie ze względu na wyraźne podobieństwa do jakichś wykonawców związanych z taką terminologią, lecz bardziej przez to jak dźwięki wydobywające się z głośników oddziałują na mój umysł.

Nie chciałbym jednak zamykać się w tym katalogowaniu, bo zdarzało mi się nagrywać długie i dryfujące pejzaże rodem z filmów, jak i energetyczne funkowe riffy. Sporo zależy od dnia, albo od tego jaki instrument akurat leży najbliżej. 

3. To może powiedz czytelnikom Stacji, z jakich instrumentów korzystasz? Co najbardziej lubisz i dlaczego? 

AS: Wypadałoby chyba zacząć od syntezatora, od którego wszystko się zaczęło! Wyproszony, wyczekany, obdarzony permanentnym uczuciem od dnia pierwszego spotkania – Korg DW-8000. Rocznik 1985. Jako trzynastolatek ledwo doniosłem go w futerale do domu… Wygląda jak pierwszy lepszy parapet, ale w środku to hybrydowe rozwiązanie: za generowanie brzmienia odpowiadają cyfrowe oscylatory, ale filtr jest analogowy. A to robi bardzo dobrze brzmieniu. W tamtym czasie, kiedy moja przygoda z elektroniką dopiero raczkowała, byłem bardzo mocno przesiąknięty wspomnianym wcześniej Jarrem. Wyczytałem w Internecie, że swoje niepowtarzalne, płynące pady z Oxygene i Equinoxe nagrywał na holenderskich organach Eminent 310U. Na nieszczęście moich rodziców, akurat były takie do sprzedania dwie godziny jazdy od domu…Możesz się domyślić jak to się skończyło.

Teraz, gdy już jestem niezależny finansowo, to zbieractwo bywa niebezpieczne. Każdy synth freak Ci to powie. Wracając do wątku – zawsze marzyłem o prawdziwym analogu. To takie urządzenie, gdzie dźwięk powstaje bez ingerencji układów scalonych – tylko i wyłącznie prąd i zmiany napięcia. Już od jakiegoś czasu ceny klasycznych syntezatorów analogowych mocno poszybowały w górę. We wszystkich obudziła się nagle retro-nostalgia; a jak wiadomo, popyt napędza podaż. I naprzeciw oczekiwaniom konsumentów, niczym Filip z konopii wyskoczył Korg. Wyobraź sobie, że włodarze tego japońskiego potentata zadzwonili do inżynierów pracujących w firmie w latach 70-tych, postawili przed nimi stare schematy i poprosili o zrobienie tego samego w nowej odsłonie. Tak powstał Korg MS-20 mini, którego basy i nieprzewidywalne brzmienia także goszczą w moich kompozycjach.

4. Możesz powiedzieć coś więcej na temat samego projektu?

AS: FOGONTHEFOREHEAD to taka otworzona szuflada, w której od zawsze chowałem swoje nagrania. To stacja kosmiczna, z której od zawszę korzystałem, a teraz chciałbym do niej zaprosić wszystkich maniaków elektronicznych brzmień, którzy z rozrzewnieniem wspominają klimat minionych dekad. Przede wszystkim, to suma zagadnień z różnych dziedzin, które od zawsze były mi bliskie. Będą zatem elektroniczne sesje improwizowane, utwory z ruchomym obrazem i interpretacje dokonań innych muzyków. A może coś więcej?

5. A planujesz jakieś akcje na żywo? Jam sessions, spotkania, koncerty?

AS: Jasne! Bardzo brakuje mi grania z innymi i wspólnego inspirowania się. Chciałbym wyjść poza moje domowe studio. Póki co, jednak granie z innymi będzie się odbywać poza okiem kamery. To dopiero początek drogi, więc jest wiele rzeczy, które wypadałoby zgrać, zaplanować i dopiero potem upublicznić.

ff_2

6. Ale już teraz można powiedzieć, że całość zmierza w ciekawą stronę. Bo poza frapującą muzyką, projekt sprawia wrażenie konsekwentnie i bardzo ładnie zaprojektowanego. To bez wątpienia zasługa Twojego designerskiego talentu. Więc może zdradź czytelnikom Stacji, czym się jeszcze zajmujesz poza komponowaniem.

Skończyłem I stopień wzornictwa przemysłowego na krakowskiej ASP i mam w swoim CV parę ciekawych kooperacji, m.in. z Sinteritem, dla którego zaprojektowałem obudowę drukarki 3D, dla ZigZag Design razem z Olą Satławą stworzyliśmy serię mebli z giętego aluminium, a razem z kolegami ze studiów wykoncypowaliśmy samochód dla krajów środkowoafrykańskich na konkurs Michelin Challenge Design, w którym zresztą zostaliśmy laureatami. Aktualnie projektuję modele pod druk 3D w olsztyńskim Zortraxie i to właśnie tutaj wykrystalizowały się założenia projektu FOGONTHEFOREHEAD.

7. To brzmi tak nieprawdopodobnie, że aż trudno w to wszystko uwierzyć. Kiedy Ty znajdujesz na wszystko czas?

AS: A nie wspominałem już, że podróżuję w czasie? Wybacz, powinienem był Cię uprzedzić…

8. Więc skoro masz maszynę do podróży w czasie, to pewnie często odwiedzasz ukochane lata 80?

AS: Przede wszystkim! Mam wrażenie, że mnóstwo osób wraca do tej dekady, może nawet nieświadomie. Sam o tym najlepiej wiesz, że stylistyka świecących neonów, pędzącego Countacha na tle zachodzącego słońca w Miami i syntetycznego bitu, przeżywa teraz istny renesans. Z mojej perspektywy to obraz, którego nigdy nie doświadczyłem, ale na którym wychowałem się już post-factum. Dajmy na to Kung Fury – produkcja paru zapaleńców, którzy dzięki CGI wyciągnęli absolutną esencję klasyków sprzed 30 lat. Zrobili rzecz, na punkcie której wszyscy oszaleli. Nawet w Cannes ten krótki metraż spowodował gromkie oklaski przeplatane salwami śmiechu. Drugi przykład – Stranger Things. Oparty także na pomysłach wyciągniętych żywcem z dawnych produkcji, ale zaadaptowany na 2016 rok i wedle naszych czasów skrojony. Warto zauważyć, że lwią część sukcesu powyższe zawdzięczają muzyce. Nagranej w ciągu ostatnich paru lat, ale na starym analogowym sprzęcie. I zachwytom nie ma końca.

9. Mam nadzieję, że w przyszłości nie będziesz się ograniczał tylko do muzyki, ale spróbujesz swoich sił w kręceniu filmów.

AS: Kto wie, może moja fotograficzna zajawka pójdzie w tym kierunku? Wiem natomiast na pewno, że moje muzyczne dokonania będą ściśle związane z obrazem, aby oprócz elektryzowania dźwiękiem, zadziałać też na zmysł wzroku.

10. To w takim razie nie pozostaje mi nic innego, niż subskrybowanie Twojego kanału i oczekiwanie na kolejne nowości. Jakieś przesłanie do czytelników Stacji?

AS: Uważajcie na kosmiczne odłamki, można nieźle uszkodzić odbiorniki radiowe. Ale pod sterem Owena jesteście zawsze bezpieczni!

11. Dzięki za inspirującą rozmowę. Piąteczka! 

AS: Hi5! 

źródło foto: materiały własne.

Zobacz również

After Yang

Nie ma czegoś bez niczego...

filmy

Deathloop

Zapętlona zabawa w Kotka i Myszkę

gry

Gnoza

Michał Cetnarowski

literatura

Diuna

Strach to zabójca umysłu

filmy

Top 7 filmów z 2021 roku

Subiektywne zestawienie najlepszych filmów fantastycznych

filmy

Wejdź na pokład | Facebook