Ulisses 31

Sentymentalna Odyseja w lata 80'

Autor: Owen

seriale

Prawie zawsze przy okazji sentymentalnych powrotów do czasów dzieciństwa, gdzieś między wersami subtelnie podkreślam, jak bardzo jestem zżyty z wieloma markami, tytułami i postaciami animowanymi, które za pośrednictwem telewizora i nieodżałowanych kaset VHS kreowały dziecięcy panteon mitów i legend.

A wierzcie mi, że nie było to zjawisko ani tak oczywiste, jakby się mogło dzisiaj wydawać, ani też proste w swojej formie, bo o moja uwagę walczyły ze sobą produkty z różnych segmentów i dziedzin młodzieżowej rozrywki, często finalnie przechylając szalę zainteresowań w którąś ze stron. Wydaje mi się, że taka jest naturalna kolej rzeczy, bowiem zabawki były stopniowo wypychane na boczny tor przez komiksy, a te z czasem ustępowały całej plejadzie gier konsolowych i komputerowych. Jednak bez względu na chwilowe upodobania, jedno medium zawsze plasowało się w ścisłej czołówce ówczesnych potrzeb – przygodowe filmy animowane z pierwiastkiem fantastycznym w tle.

Kto pamięta lata 90′, ten doskonale wie, jak ważny był dla dzieciaków piątkowy seans animowanej serii o Batmanie, cotygodniowe przygody Kapitana Planety czy sobotni poranek z Moto Myszami z Marsa. A kto nie pamięta, ten niech uwierzy na słowo, że to jedynie ta niewielka część znanych mi produkcji, które łaskawie emitowała Telewizja Polska. Prawdziwy szał zaczynał się dopiero po wejściu do wypożyczalni kaset video, gdzie z obszernych regałów mamiły i kusiły małolatów dziesiątki postaci, wkomponowanych w kolorowe okładki. Transformersy, Robotix, Voltron czy Jayce i jego Zmotoryzowani Wojownicy to były szlagiery, które wypadało po prostu znać. Nie mniejszą popularnością cieszyły się odrobinę mniej eksploatowane (a już na pewno trudniej dostępne) cykle, do grona których mogę zaliczyć francusko-japońską produkcję z 1981 roku,  zatytułowaną Ulysses 31, i o której chciałbym Wam co nieco opowiedzieć.

Wstępny zarys serialu powstał już w 1980 roku z inicjatywy trzech podmiotów – Telecom Animation, TMS Entertainment oraz DiC Entertainment i nosił roboczy tytuł Ulysses 31, który został ciepło przyjęty przez decydentów, stając się tym samym pełną nazwą całej marki. I choć produkcja odniosła w późniejszym czasie ogromny, międzynarodowy sukces, to pierwsze kroki kosmicznego Odyseusza wcale nie były łatwe. Perypetie i problemy związane z powstaniem odcinka pilotażowego omawianej serii można porównać do homerowskiej Iliady, gdzie po dziesięciu latach ciężkiego i w rzeczywistości, bezowocnego oblężenia, król Agamemnon postanowił zmienić taktykę działania – co, jak wiemy z lekcji historii, przyniosło upragniony sukces. Synonimem źle obranej drogi w przypadku w/w dzieła było obsadzenia René Borg’a na stanowisku reżysera, który z jednej strony chciał wprowadzić do produkcji nowoczesną metodę komputerowego renderowania poszczególnych obiektów, co przy ówczesnym poziomie zaawansowania technologicznego nie mogło się udać; równocześnie wykorzystując coraz mniej popularne trendy w klasycznej animacji, tożsame jeszcze dla utworów z lat siedemdziesiątych.

U31_1

Wyprodukowany epizod testowy okazał się zbyt surowy wizualnie nawet dla japońskiego odbiorcy, do którego był pośrednio kierowany. Nie wspominając już o tym, że główny bohater przypominał w nim jakiegoś kudłatego i mało sympatycznego shoguna, a przecież miał opowiadać o przygodach herosa pochodzącego z europejskich legend i mitów. Producenci w porę dostrzegli problem, wstrzymując na chwilę wstępny etap produkcji, przy okazji odsuwając od niego francuskiego maestro. Po kapitulacji obrażonego Borg’a, seria została całkowicie przeprojektowana pod kątem wizualnym, obierając coraz modniejszy w latach 80′ kierunek przesyconej jaskrawymi kolorami animacji i realistycznej prezentacji sylwetek bohaterów. Wynikiem działań tego symbolicznego Konia Trojańskiego był nowy image Ulissesa i jego świty oraz klasycznie namalowany, ale jednocześnie dużo ciekawszy koncept statku kosmicznego o nazwie Odyseja. Zmieniła się również dynamika samej fabuły, co dobrze podkreśliło oficjalne intro z doskonałą czołówką muzyczną.

U31_3

Co ciekawe, na tej płaszczyźnie również doszło do zamieszania i perturbacji stylistycznych. W momencie, gdy Denny Crockett wraz z Ike’iem Eganem skomponowali utwór otwierający planowaną serię okazało się, że japońskim widzom nie przypadł do gustu rockowy charakter pierwszej kompozycji. Pomimo wstępnej ugody i powiązanej z nią edycji dzieła, w niedługim odstępie czasu powstała nowa, liryczno-muzyczna wersja utworu, dedykowana właśnie mieszkańcom Nipponu, którą popełnili Tomoaki Taka oraz Wakakusa Kei. Lecz jak nie trudno zgadnąć, ze względu na język i nieco balladowy charakter, nie była to propozycja ostatecznej oprawy audiowizualnej, co ostatecznie doprowadziło do muzycznej kooperacji Shuki’ego Levy z Haimem Sabanem. Dopiero ten izraelsko-amerykański duet podołał zadaniu i skomponował znany nam dzisiaj oficjalny, międzynarodowy utwór. Żeby było śmieszniej, do tej karuzeli twórczej swoje pięć groszy dołożył jeszcze John Williams, który zarzucał w/w twórcom korzystanie z sampli nagranych wcześniej w ramach ścieżki dźwiękowej The Empire Strikes Back.

Odyseja

Ulysses 31 (znany również pod alternatywnymi tytułami jako: Uchu Densetsu Yurishizu Satiwan oraz Space Legend Ulysses 31) to koncepcyjnie naprawdę ambitna próba osadzenia legendarnej historii z Odysei Homera w futurystycznym świecie trzydziestego pierwszego stulecia. Trudno w tym przypadku mówić o wiernej ekranizacji eposu, ponieważ scenarzyści przetworzyli w autorski sposób niemal wszystkie mityczne postacie, a także powiązane z nimi wątki fabularne, pchając Odyseusza w ramiona całkiem nowej przygody. Ogólne założenia odbiegają nieco od książkowego pierwowzoru, bo podczas wyprawy ze stacji kosmicznej Troja, heros – by ratować swojego syna – zostaje zmuszony do zabicia mechanicznego cyklopa Polifema, przez co popada w niełaskę tajemniczych bytów, określających siebie mianem bogów z greckiego panteonu i zostaje skazany na długą tułaczkę w nieznanej części przestrzeni kosmicznej. Jego towarzysze zapadają w hibernację przypominającą kamienny sen, a sztuczna inteligencja statku, nazywana Shyrką, nie może odtworzyć mapy prowadzącej w kierunku Ziemi.  

U31_4U31_6

Jednak główny bohater nie daje za wygraną, tylko w racjonalny sposób próbuje rozwiązać zagadkę totalnej dezorientacji systemów nawigacyjnych. Jest również opoką dla swoich podopiecznych – pierworodnego Telemacha, małej kosmitki o imieniu Yumi oraz gapowatego robocika Nono. I wbrew pozorom, jego możliwości nie zawsze będą tymi najbardziej pożądanymi, ponieważ każda z wymienionych postaci reprezentuje jakieś wyjątkowe cechy czy umiejętności, pozwalające z kolei na rozmaite i przede wszystkim zróżnicowane działania. To ogromny plus w kontekście prezentowanej fabuły, dla którego przeciwwagą jest zbyt szablonowy, totalnie proceduralny charakter serialu, sprowadzający się do szlagierowego założenia według określonego schematu: bohaterowie otrzymują jakiś sygnał SOS, Ulisses wyrusza na pomoc, a potem – w razie problemów – reszta załogi próbuje go wspierać. Istnieje również inny wariant, zakładający problemy któregoś z podopiecznych herosa, na które ponownie reaguje reszta załogi itd.

Schematyczności można się również doszukiwać w zachowaniu postaci pierwszoplanowych. Szlachetne postawy i niezwykle jednowymiarowe wzorce behawioralne to z jednej strony efekt mody na dydaktyczną rolę produkcji animowanych z przełomu lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych, będący z drugiej strony irytującą unifikacją plastycznej masy twórczej, z jakiej powinni być ulepieni tacy bohaterowie. Na szczęście, cała plejada postaci drugoplanowych wypada na tym tle o wiele lepiej, reprezentując całe spektrum zachowań i dziwactw, które można śmiało przypisać wyższym istotom z innych wymiarów. Naturalnie, w trakcie całego sezonu będzie można zobaczyć szereg interesujących modyfikacji wobec legendarnych postaci, istot czy nawet samych miejsc, które Homer przytoczył w swoim dziele. Jednak trzeba pamiętać, że zazwyczaj będą to wariacje otwierające klasyczną literaturą na nowe pola fantastycznej re-interpretacji, dodające do niej również kolejne pierwiastki w postaci nowych lokacji i kolorowych bohaterów.

U31_5

Muszę przyznać, że bardzo podobała mi się wizja wyrwanego z mitu o Edypie kosmicznego Sfinksa z jego stacją-planetą, mordercza praca fundowana Syzyfowi na pustynnej asteroidzie przez tajemniczą maszynerię czy kobieca rebelia na Lemnos. Ale mam też drobne uwagi wobec scenariusza. Kilka epizodów nie pasowało moim zdaniem do konceptu, a wybrane odcinki przestawiłbym w kolejności, modyfikując ich główną oś fabularną i kładąc na nacisk na wierność z książkowym oryginałem – a już na pewno chciałbym przesunąć Atlasa i Kronosa na sam koniec przygody, jako coś totalnie niepojętego i będącego wysoko ponad olimpijskim panteonem. A propos boskich satrapów – uczciwie napiszę, że dawno nie czułem tak dużego napięcia, gdy za każdym razem w serialu pojawiał się jakiś ichniejszy wątek. Oficjalnie nie zobaczymy żadnego z nich w trakcie seansu, a jednak da się zauważyć, jak potężne napięcie generują te sceny, głównie poprzez muzykę i szereg niedopowiedzeń.

Ziemia

W ślad za sukcesem serialu podążyła cała branża rozrywkowa, produkująca serie zabawek i gadżetów, które pozwalały młodocianym fanom na budowanie mikro kolekcji z plastikowych artefaktów, opróżniając przy okazji portfele ich rodziców. Niestety, cieżko powiedzieć, czy do Polski dotarły w tamtym czasie jakieś zestawy lub chociaż pojedyncze sztuki, bo nawet dzisiaj, gdy świadomość i możliwości finansowe fanów są zupełnie inne, trudno zdobyć jakieś poszczególne figurki, o całych kompletach nie wspominając. Dodam, że ceny takich aukcji zaczynają się od naprawdę sporych kwot. Podobnie rzecz ma się z wydaniem DVD całej serii, które jest dostępne formie boxu kolekcjonerskiego, wydanego w Wielkiej Brytanii przez Contender Entertainment i supportowanego w Australii za sprawą Madman Entertainment. Co ciekawe, w USA dostępna jest tylko jedna płyta, zawierająca cztery pierwsze epizody. 

Podsumowując, chciałbym zaznaczyć moje uwielbienie dla produkcji animowanych z lat osiemdziesiątych minionego wieku, jednocześnie podkreślając postulowane stanowisko w tej sprawie, traktujące o tym, że te pełnoletnie już obrazy nie muszą się dzisiaj wszystkim podobać. Bo przecież nie mogą konkurować z obecnymi bajkami na płaszczyźnie wizualnej, nie powinny być również porównywane do aktualnych trendów w sposobie narracji i kształtowania bohaterów. Ale jedno jest pewne – często posiadają o wiele więcej takiej nerdowskiej magii, niż niejedna wyrenderowana dzisiaj animacja. No bo powiedzcie sami – ile znanych serii jesteście w stanie rozpoznać po zaledwie kilku dźwiękach z czołówki? A Ulyssesa 31 kojarzą prawie wszystkie trzydziesto-parolotaki. I to jest właśnie wspaniałe. 

 

źródło: 1, 2 foto: 1
Geek, gadżeciaż, gaduła i niepoprawny marzyciel. Miłośnik Fantastyki Naukowej, komiksów, gier oraz wydarzeń retro pop-kulturalnych. Kolekcjoner, uparciuch i nerwus, który zawsze wyciągnie pomocną dłoń. Na co dzień architekt i projektant, wieczorami zajmuje miejsce na mostku kapitańskim Stacji Kosmicznej.

Zobacz również

Top 7 gier z 2019 roku

Subiektywne zestawienie najlepszych gier z 2019 roku

gry

Niezwyciężony

...czyli graficzna adaptacja powieści Stanisława Lema

komiksy

Top 7 filmowych rozczarowań z 2019 roku

Subiektywne zestawienie najgorszych filmów fantastycznych

filmy

Ad Astra

Przez ciernie do gwiazd

filmy

Control

Alicja w krainie absurdu

gry

Wejdź na pokład | Facebook