Top 7 filmów z 2018 roku

Subiektywne zestawienie najlepszych filmów fantastycznych

Autor: Owen

filmy

Mogłoby się wydawać, że przy takiej ilości kinowych premier w mijającym roku, wyłonienie kilku faworytów będzie tylko czystą formalnością. Nic bardziej mylnego, bo choć przemysł rozrywkowy dostarczył nam wielu ciekawych chwil, to jednak często pomijał jakość na rzecz efektu Wow. 

I co najgorsze, odnoszę wrażenie, że ten sam mainstream odpuścił produkcje o charakterze twardego SF na rzecz lżejszego kina ‚strejt to viołdi’ oraz coraz bardziej męczącego – przynajmniej mnie – kina superbohaterskiego. Niby nie widać różnicy w ogólnym zestawieniu, ale jednak gdybym miał wskazać twardego pretnedenta do tegorocznej nagrody, to mam z tym problem, bo największe wrażenie zrobił na mnie utwór będący gatunkowym pastiszem i totalnym mindfuckiem, z czego akurat trochę się cieszę. Nie jest też tak, że w trakcie całego sezonu nie debiutowały produkcje warte uwagi; sęk w tym, że te najbardziej wyczekiwane, ostatecznie nie sprostały moim oczekiwaniom. Najlepszym przykładem tej tezy jest netflixowa Anihilacja, sama w sobie będąca filmem całkiem udanym, a nawet zaskakującym, ale nie mająca startu do doskonałego, książkowego pierwowzoru. I trochę wypaczająca jego sens. 

Oczywiście mogłem liczyć na tegorocznych pewniaków w postaci np. drugiego Deadpool’a. Zdażało mi się przecierać oczy ze zdumienia, głównie po seansach takich utworów jak A Quiet PlacePerfect czy niezwykle popierniczonej ekstra-pulpy pt. Mandy. Lecz szczerze mówiąc, najczęściej czułem się wkurzony, bo ilość koszmarków i rozmemłanych franczyz była wręcz zatrważająca. Ale zamiast je tutaj wymieniać (co zresztą zrobię w innym wątku), chciałbym Wam zaproponować swoją listę siedmniu najlepszych filmów fantastycznych i okołogeekowskich. Co było warte uwagi i tych kilku dyszek wydanych na bilety? Sprawdźcie poniżej.   

Miejsce 7 – Cold Skin 

Proza Howarda Phillipsa Lovecrafta, choć przewspaniała, bywa ostatnio mocno trwoniona na wielu frontach. I nie ukrywam, że po bardzo kiepskiej grze Call of Cthulhu, która do teraz odbija mi się czkawką, trochę przychylniejszym okiem patrzyłem na bardzo niszowy i w sumie słabo reklamowany film pt. Cold Skin, czerpiący pełnymi garściami z twórczości Samotnika z Providence. I wiecie co? Klimat, oprawa audiowizualna i poziom napięcia zgadzają się w stu procentach z oczekiwaniami, więc czuję pełną satysfakcję, choć mam świadomość, że to raczej niszowy projekt dla koneserów gatunku. Tym bardziej przybijam wirtualną piątkę reżyserowi, bo trzeba być naprawdę odważnym twórcą, żeby podejmować taki temat. 

Zobacz zapowiedź filmową: Cold Skin

Miejsce 6 – Incredibles 2 (Iniemamocni 2)

Iniemamocni 2 to idealnie wyważona opowieść o trykociarzach i ich życiu prywatnym. A może na odwrót? O zwykłych ludziach, którzy czasem bywają niezwykli? Tak czy siak, druga cześć  tej opowieści to świetnie zrealizowana kontynuacja i film będący klasą samą w sobie. Śmiem twierdzić, że to na razie najbardziej kompleksowy i kompletny przedstawiciel kina superbohaterskiego, jaki widziałem w tym roku (a może nawet w ogóle, w całej swojej karierze domorosłego kinomana). Zabawny, dobrze wyważony i nie uciekający od trudnych pytań, a do tego świetnie zbalansowany pod względem długości i formy narracji. Dlatego z czystym sumieniem polecam go każdemu.

Przejdź do omówienia filmu: Iniemamocni 2

Miejsce 5 – Hereditary (Dziedzictwo)

Gdybym miał policzyć dobre gatunkowo horrory z kilku ostatnich lat, które zrobiły na mnie wrażenie, to pewnie wystarczyłoby mi palców w jednej ręce. I choć nie jestem jakimś gatunkowym kilerem, to – jak większość fanów – zdążyłem już zauważyć, że ten popualrny gatunek, który przecież wprowadził do kanonu kina kilkanaście ultra hitów, zachorował ostatnimi czasy na straszną chorobę o nazwie ‚jump scare’. Co więcej, epidemia tych francowatych wirusów rozprzestrzeniła się w takim tempie, że teraz każdy sensowny straszak bez nich, jest od razu wynoszony na piedestał. A nie każdy na to załsuguje. Na szczęście, historia przedstawiona w ‚Dziedzictwie’ to absolutny top ostatnich pięciu lat, przy którym po prostu nie ma wątpliwości. Rasowy majstersztyk, który trzyma przez cały czas w napięciu, ale nie idzie na łatwiznę. Poraża klimatem oraz pomysłem, jest doskonale zbalansowany, a na końcu i tak rozsadza głowę widza finałem, który można interpretować na kilka sposobów. Absolutne mistrzostwo. 

Zobacz zapowiedź filmową: Hereditary

Miejsce 4 – Avengers: Infinity War

Infinity War to wydarzenie planowane już od czasu pierwszego zbiorczego filmu o Mścicielach i projekt nie mający w swojej klasie realnego konkurenta. Największy crossover w historii filmów bazujących na komiksach i filmów w ogóle, zamykający okrągłe dziesięć lat konsekwentnej pracy tysięcy ludzi z całego świata. To w końcu marka z mocno zdywersyfikowaną tematyką, rozciągającą się od mitycznego fantasy, aż po technologiczny renesans, które – paradoksalnie – całkiem dobrze ze sobą współgrają. Głównie dlatego, że ktoś miał konkretną wizję rozwoju całego uniwersum i nawet w przypadku mało znaczących seriali, gdzieś z obrzeży telewizyjnego Marvela, nadal trzyma nad tym wszystkim piecze.

Mogłoby się wydawać, że przy takim natłoku działań i tłumie bohaterów, scenarzyści nie dadzą rady okiełznać samej fabuły, sprowadzając omawiany film do jednej, wielkiej bijatyki w finałowym takcie. Nic bardziej mylnego. Całość jest skrojona z niesamowitą lekkością i zachowaniem równowagi, bez zbędnych wątków i zapychaczy. Dużo się dzieje, ale wszystko do siebie pasuje. Dlatego Wojna Bez Granic sprawia wrażenie dobrze zaplanowanej i przemyślanej produkcji z ciekawą narracją. Co więcej, kaliber wydarzenia zobowiązuje, więc nawet dobrze zbalansowane pojedynki potrafią zaskoczyć swoim rozstrzygnięciem. Jednak prawdziwą makabrę funduje widzom główny schwarzcharakter, który wyrasta powoli na ikonę współczesnej popkultury. 

Przejdź do omówienia filmu: Avengers: Infinity War

Miejsce 3 – Cargo (Ładunek)

Poznajcie Andy’ego, zwykłego faceta o przeciętnym wzroście i przyjaznym usposobieniu, który w obliczu epidemiologicznej zagłady i sytuacji kryzysowych, często przerastających jego możliwości, próbuje zachować zimną krew. Nie jest typem zabijaki, który w razie potrzeby wyciągnie zza pazuchy maczetę i rozkwasi przeciwnika w ułamku sekundy. To nie Rick Grimes, który do takich działań dojrzewał przez osiem lat swojej trudnej historii, często miewając lepsze lub gorsze momenty i tracąc po drodze całą masę bliskich osób. Andy to po prostu zwykły, trochę zagubiony człowiek, będący w środku poważnego zamieszania. Paliwem jego działań jest rodzicielska miłość oraz siła przyjaźni, nie znająca żadnych granic.

Historia umierającego powoli ojca jest tak naprawdę tylko pretekstem do śledzenia relacji międzyludzkich w obliczu zagłady. Jest też punktem wyjściowym do przeciwstawienia ze sobą ekspansyjnej kultury białych z rdzenną ludnością Australii, reprezentującą – wbrew pozorom – bardzo pragmatyczny stosunek do pałętających się po okolicy nieumarłych. Być może dlatego Andy woli oddać swoją córkę Aborygenom, niż zostać w bezpiecznej osadzie sadystycznego łowcy. Lecz poza głównym bohaterem i jego karkołomną, a nawet trochę chaotyczną misją, nikt się tu z nikim nie ściga. Cały film ma spokojne, wręcz leniwe tempo narracji, tak bardzo przeciwstawne dzisiejszym trendom. Bliżej mu do doskonałego Rover’a, a nawet Drogi, choć to nie do końca ta liga. A może jednak? Na koniec warto sobie zadać pytanie: czy Cargo porusza emocje widza? Tak, zdecydowanie. A właśnie to jest moim zdaniem prawdziwa magia kina, bo jak mawiają australijscy autochtoni – sztuka jest młodszą siostrą magii.   

Przejdź do omówienia filmu: Cargo

Miejsce 2 – First Man (Pierwszy człowiek)

Bałem się, że będę miał do czynienia z filmem niezwykle patetycznym, w którym gloryfikowanie amerykańskich wartości i aspiracji będzie sednem osi fabularnej. Tymczasem Pierwszy Człowiek to tak naprawdę świetnie skrojony dramat psychologiczny, opowiadający o ludziach, którzy pomimo osobistych tragedii, ciągle brną przed siebie. Niektórzy z nich potrzebują czasu, by móc się podnieść po tych upadkach, inni do samego końca nie wracają na prostą linię życia. Ta nietypowa biografia Neila Armstronga to również doskonałe studium przemian i problemów, z jakimi musiała się zmagać NASA na przestrzeni kilku ostatnich dekad. I absolutnie kosmiczny film roku!

Zobacz zapowiedź filmową: First Man

Miejsce 1 – Under the Silver Lake (Tajemnice Silver Lake)

Zaskoczeni? Pewnie tak, bo wśród moich geek-przyjaciół słyszałem sporo głosów krytyki wobec tego, teoretycznie, przekombinowanego i i nudnego jak flaki z olejem filmu. Ba! nawet ja szedłem do kina z przeświadczeniem, że oto za chwilę zmarnuje dwie godziny cennego czasu, ponieważ już wcześniej dotarły do mnie niezbyt pochlebne anty-rekomendacje, klasyfikujące ten obraz jako zbyt długi, nudny i totalnie absurdalny bajzel, będący co najwyżej jakimś hipsterskim wynaturzeniem. Ale, czy aby na pewno?

Jeśli ktoś traktuje kino tylko jako bezmyślną rozrywkę, to najprawdopodobniej właśnie tak oceni Tajemnice...I przez to powierzchowne działanie – moim zdaniem – bardzo dużo straci. Lecz gdy uda mu się przetrwać cios w postaci pierwszego wrażenia i jako skupiony widz, zacznie się zagłębiać w kolejne warstwy absurdu, to zapewne dostrzeże cebulastą strukturę tego niezwykle zakręconego filmu. Jego powierzchowną okładzinę z grubej obyczajówki, która skrywa coraz dziwniejsze nawiązania i referencje, by w końcu zacząć popychać głównego bohatera w stronę abstrakcyjnego świata marzeń. A może w stronę halucynacji lub totalnej schizofrenii? Diagnoza nie jest wcale prosta, ponieważ działania głównego bohatera raz po raz rozmywają sens misternie budowanej rzeczywistości. I pozwalają snuć domysły na temat tego, co się dzieje z Samem, który w pewnym momencie ulega całkowitej immersji i zostaje np. Kurtem Cobainem lub Simonem Templarem, by po chwili i w czerwonej bluzie, niczym Mario szukający księżniczki, dotrzeć w końcu do zamku Bowsera i poznać prawdę na temat Hollywood. Całkowite szaleństwo, czy prawda ostateczna? Przekonajcie się sami!

Dla mnie osobiście, to majstersztyk w doskonałym i absolutnie przemyślanym geek wydaniu. I bezapelacyjnie, fantastyczny film roku!

Zobacz zapowiedź filmową: Under the Silver Lake

Geek, gadżeciaż, gaduła i niepoprawny marzyciel. Miłośnik Fantastyki Naukowej, komiksów, gier oraz wydarzeń retro pop-kulturalnych. Kolekcjoner, uparciuch i nerwus, który zawsze wyciągnie pomocną dłoń. Na co dzień architekt i projektant, wieczorami zajmuje miejsce na mostku kapitańskim Stacji Kosmicznej.

Zobacz również

Nightflyers

Kosmiczny bigos, który sfermentował

seriale

Kingdom

Głód bywa najgorszym sprzymierzeńcem nieszczęść...

seriale

Metro: Exodus

Wsiąść do pociągu, byle jakiego...

gry

Top 7 filmowych rozczarowań z 2018 roku

Subiektywne zestawienie najgorszych filmów fantastycznych

filmy

Top 7 filmów z 2018 roku

Subiektywne zestawienie najlepszych filmów fantastycznych

filmy

Wejdź na pokład | Facebook