Powrót z Gwiazd

Stanisław Lem

Autor: Owen

literatura

Napisanie czegoś odkrywczego na temat twórczości Stanisława Lema graniczy w dzisiejszych czasach niemal z cudem.

Do tej pory powstało tak wiele opracowań i analiz jego dzieł, że gdyby je zebrać w jednym miejscu, nadając mu jednocześnie określony kształt, to zapewne powstałaby z tego całkiem pokaźnych rozmiarów biblioteczka, pełniąca rolę miejsca kultu dla wszystkich fanów Mistrza. A przynajmniej dla wszelkiej maści „interpretatorów”, rozgrzebujących spuściznę Lema na czynniki pierwsze oraz zestawiających jego pomysły ze współczesnym obrazem świata. I bardzo dobrze, bo akurat w dobie ogromnego zubożenia jakości powstających aktualnie publikacji, czerpanie wzorców z tak obfitego i zarazem mądrego źródła, jest w moim mniemaniu działaniem bardzo słusznym. Tym bardziej, że rozległy obszar dokonań oraz niebywałą elastyczność tematyczną autora można z czystym sumieniem określić jako: nieprawdopodobne. 

Ale porzućmy na chwilę okolice literackiego Olimpu na rzecz szarej codzienności, by oczyścić swoje głowy z przesadnej egzaltacji i skupić uwagę na ciekawej kwestii. Otóż…chyba każdy miłośnik fantastyki wie, że nieżyjący już pisarz poruszał w swoich pracach nader złożone zagadnienia z pogranicza socjologi i filozofii, często wyprzedzające obyczajowo czasy, w jakich przyszło mu tworzyć. Wykreowane wizje mogły przerażać lub fascynować (szczególnie kilkadziesiąt lat temu), lecz gdy zestawimy je ze współczesną wiedzą na temat potencjalnego rozwoju Homo Technologicus, to zauważymy, jak świetne wyczucie miał cytowany literat. Szczególnie wtedy, gdy dotykał tematu braku lub raczej niemożności nawiązania kontaktu – nawet w obrębie własnego gatunku – zwłaszcza w sytuacji, gdy Powrót z Gwiazd na macierzystą planetę trwał nieznośnie długo… 

Hal Bregg jest wyższy i potężniejszy niż większość otaczających go ludzi. Paradoksalnie, pomimo swojego imponującego wzrostu, jest również najmniej rzucającym się w oczy człowiekiem przyszłości – jego ubranie, słownictwo i przede wszystkim ogólna bezradność budzą wśród mijających go przechodniów powszechną konsternację. Ostracyzm, będący chyba jakimś naturalnym następstwem zwykłej odmienności bywa ogromnym utrudnieniem dla protagonisty, lecz po jakimś czasie okazuje się furtką do poszukania własnej tożsamości, zatraconej niedawno gdzieś w otchłani kosmosu. Bo to właśnie idem bohatera staje się największym problemem w świecie, który Hal pamięta sprzed 127 lat, gdy jako 30-latek został wysłany w kosmos wraz z zespołem naukowców i astronautów, by zbadać tajemnicę Fomalhaut. Wskutek znanego paradoksu czasowego Einsteina i podróży kosmicznych z prędkością światła, Bregg i jego załoga zestarzeli się tylko o dekadę, podczas gdy kolebka ludzkości doświadczyła totalnego przeobrażenia – kulturowego i technologicznego – stając się dla astronautów jakimś mało zrozumiałym miejscem, przywodzącym na myśl śmiałe wizje fantastów z XX wieku.

PowrótzGwiazd

Opuszczając miejsce buforowe na Lunie, zwane przez specjalistów Adaptem, uparty i nieco wystraszony kosmonauta łamie założenia czasowe regulaminu i rusza w kierunki Ziemi. Pierwsze zderzenie z obrazem interdyscyplinarnego dworca w mieście przyszłości jest dla niego szokujące – multum przeźroczystych i niebywale kolorowych konstrukcji, wszechobecna kakofonia oraz mrowie dziwnie ubranych ludzi to jedynie preludium tego, z czym przyjdzie się zmierzyć bohaterowi w ciągu najbliższych godzin. Kosmolit, rast, transtel, ulder oraz cała współczesna nomenklatura słowna okazują się dla niego mało zrozumiałą nowomową, utrudniającą tak prozaiczne czynności, jak wyjście z przytłaczającego polioduktu na otwartą przestrzeń. Opanowany i niezwykle skrupulatny w swoich działaniach Bregg, zaczyna panikować i coraz gwałtowniej reaguje na wymijające odpowiedzi zaczepianych przechodniów. Na szczęście, z opresji ratuje go przypadkowo poznana dziewczyna o imieniu Nais, która wyprowadza mężczyznę poza obszar ogromnego budynku o kielichowej konstrukcji i zabiera prosto do swojego mieszkania, w którym Hal zacznie poznawać prawdę na temat otaczającej go rzeczywistości i zainicjuje niechcący swoją mentalną krucjatę przeciw demonom z przeszłości.

Betryzacja

By lepiej zrozumieć skalę zdumienia głównego bohatera na początku powieści, trzeba sobie wyobrazić jakąś wymarzoną podróż, w jaką wyruszamy z wielką ochotą i zamiast szybkiego powrotu oraz bagażu miłych doświadczeń, wracamy po kilku latach ogromnie zmęczeni w miejsce, które podczas naszej obecności zdążyło się poważnie zmienić. Potem to równanie pomnożyć przez kilkanaście dekad, a także rewolucję światopoglądową i zamęt w głowie mamy gotowy. W rzeczywistości, nawet współczesnemu odbiorcy – tak bardzo obytemu w aktualnych nowinkach technologicznych – może być trudno zrozumieć śmiałą wizję autora, gdzie znany nam świat zmienia się w bajecznie kolorową antyutopię, pełną ekstrawaganckich dandysów i pstrokatych w swoim ubiorze kobiet. Nikt się nie martwi, nikt nie głoduje, wszędzie panuje spokój i ewidentnie rozrywkowy nastrój. Staromodne zwyczaje zostały zastąpione przez szereg ekscentrycznych (dla nas) zachowań, wśród których malowanie nozdrzy (tzw. bonsy), zakrywanie konchów uszu i zjadanie kwiatów podczas wieczorków randkowych to tylko mały ułamek osobliwości. Jednak z czasem poznajemy okoliczności towarzyszące takiemu porządkowi rzeczy, gdy główny bohater odkrywa prawdę na temat brytu i związanej z nim przymusowej beratryzacji, wygaszającej gwałtowność instynktu.  

Studium psychologiczne jednostki – totalnie zagubionej w obcej dla siebie rzeczywistości – jest w tej historii bardzo mocno rozwinięte, bowiem Lem nie idzie na łatwiznę i nie proponuje adaptacyjno-behawioralnej drogi na skróty. Hal Bregg to – pomimo swojej imponującej postury i typowej dla astronautów odporności psychicznej – tylko człowiek, wymagający uwagi i przede wszystkim realnych bodźców, które w świecie przyszłości praktycznie nie istnieją. Wszechobecna sztuczność i wygoda, syntetyczne materiały, przeźroczyste wnętrza oraz cała gama zamienników powodują, że czterdziestolatek zatraca powoli swoje jestestwo i zamiast ratować własną naturę poprzez szereg doznań w nowoczesnym teatrze, nazywanym w przyszłości realem, zaczyna podejmować serię absurdalnych decyzji, głównie w kontekście relacji z innymi ludźmi, momentami ocierając się nawet o śmierć. Jednak trud oceny jego zachowania tylko przez pryzmat współczesnej wiedzy naukowej może się okazać bezzasadny – na razie nie mamy twardych danych na temat tego, jaki wpływ na ludzką psychikę będą miały długie podróże kosmiczne oraz brak kontaktu z matecznikiem, więc każdą próba podsumowania wyczynów bohatera jest zaledwie spekulacją. A najstraszniejsze w tej sytuacji jest to, że sam Bregg chyba najlepiej dogaduje się z robotami…

PowrótzGwiazd2

…które na pierwszy rzut oka wydają się w tej historii niewidzialne, w istocie odgrywając bardzo niebezpieczne tło. Zawsze służące pomocą maszyny, są na ogół miłe (o ile można tak napisać w kontekście sztucznej inteligencji) i często ratują bohatera w bardzo przyziemnych sytuacjach. Lecz wizerunek tej automatycznej służby zmienia się w momencie, gdy Hal trafia na złomowisko tychże, gdzie poza osobą dozorcy, nie ma żywej duszy, a o utylizacji jednych urządzeń decydują inne. Teoretycznie super sprawa, bo nikt osobiście nie musi się zajmować tak nudnym zadaniem, ale czy tak ogromne pokłady zaufania w nieomylność sztucznego tworu okażą się na dłuższą metę bezpieczne w świecie, który zapomniał o agresji i zabijaniu? Wygoda i beztroska ponad wszystko? Lecz to nie koniec śmiałych pomysłów autora, gdyż cały opisywany świat wydaje się Bregg’owi po prostu nierealny, wręcz magiczny, a jak mawiał Arthur C.Clarke – Dostatecznie zaawansowana technologia nie różni się od magii. Natryskiwane ubrania, futurystyczne glidery i wszędobylskie hologramy, zamiast ułatwiać aklimatyzację, przytłaczają głównego bohatera, pchając go coraz gwałtowniej w obsesję na punkcie poszukiwania stymulantów przypominających dawne życie.

Powrót w stronę gwiazd

Ostatecznie, zgrana niegdyś ekipa astronautów, mająca problemy z akceptacją zastanego porządku rzeczy, decyduje się na ponowny lot w kosmos, traktując to jak formę ucieczki od kolorowego i niewiarygodnie sztucznego koszmaru. Jednak główny bohater przełamuje swój strach i dzięki wyrozumiałej partnerce, zaczyna powoli akceptować nową rzeczywistość. Wybiera życie na Ziemi, wpędzając czytelnika w wir przypuszczeń. Nic tu nie jest proste i klarowne. W rzeczywistości, książka Stanisława Lema zadaje więcej pytań, niż udziela odpowiedzi, a każda próba dogłębnej interpretacji zachowań poszczególnych załogantów z Prometeusza, kończy się innymi zagadkami. Tam, gdzie konkurencyjne pozycje literackie się kończą, Powrót… się zaczyna. A w miejscu, w którym pozostałe utwory uchylają rąbka tajemnicy i tłumaczą wszystko bardzo dokładnie, omawiania powieść zadaje serię filozoficznych ciosów, które odczuwamy jeszcze bardzo długo po zakończeniu lektury. 

 

źródło foto: 1, 2, 3, 4
Geek, gadżeciaż, gaduła i niepoprawny marzyciel. Miłośnik Fantastyki Naukowej, komiksów, gier oraz wydarzeń retro pop-kulturalnych. Kolekcjoner, uparciuch i nerwus, który zawsze wyciągnie pomocną dłoń. Na co dzień architekt i projektant, wieczorami zajmuje miejsce na mostku kapitańskim Stacji Kosmicznej.

Zobacz również

Top 7 gier z 2018 roku

Subiektywne zestawienie najlepszych gier z 2018 roku

gry

Top 7 filmów z 2018 roku

Subiektywne zestawienie najlepszych filmów fantastycznych

filmy

Głębia

Space Opera Marcina Podlewskiego

literatura

Detroit: Become Human

Społeczny renesans, czy stagnacja i chaos?

gry

Top 7 filmowych rozczarowań z 2018 roku

Subiektywne zestawienie najgorszych filmów fantastycznych

filmy

Wejdź na pokład | Facebook