Niezwyciężony

...czyli graficzna adaptacja powieści Stanisława Lema

Autor: Owen

komiksy

Pytany o najbardziej znanego polskiego literata na świecie, zawsze odpowiadam: Stanisław Lem. I mówię to w pełni świadomie, nawet w obliczu kilku literackich Nobli na naszym podwórku. 

Dlaczego tak uważam? Bo poza statystykami sprzedaży czy ekranizacji, Lem jest dla mnie synonimem prawdziwego fenomenu z pogranicza nauki oraz prozy. Był człowiekiem o niezwykle szerokich horyzontach, łączącym w swojej twórczości całe spektrum trudnych tematów. Nie bał się zadawania niewygodnych pytań. Badał kondycję ludzkiej psychiki w różnych okolicznościach, wytykając błędy coraz mniej empatycznej ludzkości. Fantazjował na temat rozwoju technologii, dzięki czemu jego powieści, nawet te sprzed wielu dekad, wydają się nadal aktualne. Dowodem na tę tezę może być doskonała przygoda pt. Niezwyciężony, zilustrowana ręką i okiem Rafała Mikołaczyka, a wydana w formie komiksu przez oficynę Booka.    

Kosmiczny krążownik drugiej klasy, o nazwie Niezwyciężony, ląduje na pustynnej planecie Regis III. Celem misji jest odszukanie Kondora – bliźniaczej jednostki, która utknęła na powierzchni tego ciała niebieskiego wcześniej, i z którą utracono łączność. Zachowując najwyższe środki bezpieczeństwa, załoga rozpoczyna poszukiwania. Jednocześnie naukowcy przystępują do badań planety, starając się określić źródła potencjalnego zagrożenia. W trakcie poszukiwań zaginionego statku odkryte zostają nieznane konstrukcje, a także dziwne anomalie pogodowe…*

Nie muszę chyba dodawać, że dla miłośnika kosmicznych horrorów, wspomniana powieść to prawdziwa perełka, bardzo często konsumowana ‚na raz’. Ale przecież u Lema to raczej norma. Ciekawe pomysły, postulowane dekady temu i prezentowane za pomocą sprawnej narracji, mieszają się w jego twórczości z wizjami wykraczającymi daleko poza ówczesny poziom wiedzy czy światopogląd. Co ciekawe, w przeciwieństwie do wielu jego kolegów po fachu, proponowane przezeń rozwiązania ani trochę się nie zestarzały. Bo np. podczas lektury w/w powieści można odnieść wrażenie, że to utwór napisany raptem kilka lat temu.   

I teraz wchodzimy na grząski grunt, jakim są adaptacje. Nie będę mędrkował na temat dwóch filmowych podejść do Solaris, bo to zbyt obszerny temat. Nie chcę narzekać na etiudy, szorty oraz inne formy, które mają swoje zapowiedzi w sieci, a potem słuch o nich ginie (albo debiutują w tak wąskim gronie entuzjastów, że trudno je potem zobaczyć lub obejrzeć). Nie chcę mi się również komentować twórczości Daniela Mroza, którego ilustracje zawsze odrzucały mnie od książek Lema – to raczej kwestia subiektywnych wyobrażeń i gustu. Dopiero Przemek Dębowski, tworzący szereg wspaniałych okładek dla Wydanictwa Literackiego, wydobył z twórczości fantasty pierwiastek niesamowitości.

Jak widać, adaptacja dzieł krakowianina to nie lada wyzwanie, nawet dla doświadczonych twórców. Tym razem rękawice podjął Rafał Mikołaczyk i na bazie powieści Niezwyciężony, stworzył bardzo klimatyczny komiks, sygnalizujący przygnębiający klimat pierwowzoru. Pierwsze wrażenie po przekartkowaniu jest takie, że autor bardzo dobrze oddał klimat pustynnej planety, dogrzewanej przez czerwonego karła. Męczący, wręcz depresyjny kolor aury zmaga się w tym dziele z całą paletą szarości i cieni, które Rafał umiejętnie rozkłada na poszczególnych kadrach. Czuć beznadzieję sytuacji i ciężar podejmowanych decyzji. 

Podoba mi się styl rysowania samego statku i pojazdów wspomagających, a także elementów technicznych – widać, że autor lubi takie wyzwania rysunkowe. Mogę nawet zdradzić, że mniej więcej tak sobie wyobrażałem te maszyny czy krajobrazy. Ale nie wszystko dobrze wygląda w tej historii. Mając techniczno-plastyczne wykształcenie, muszę się przyczepić do sposobu kreślenia postaci, a w szczególności ich twarzy. Obrany styl, przywodzący na myśl coś pomiędzy twórczością Mike’a Mignolli, Tima Sale’a i Alexa Maleev’a, najwyraźniej jeszcze się kształtuje, dlatego spory rozstrzał w detalach mimiki kontrastuje z dużo lepszym stylistycznie tłem.  

Aczkolwiek, to szczegół dostrzegany raczej przez rysunkowych purytan, który na szczęście nie odbiera przyjemności płynącej z lektury całkiem obszernego albumu. Wiem również, że początkujące wydawnictwo zmagało się z problamami natury technicznej (czyli nieprzygotowana drukarnia, kiepski proofing itp.), dlatego tym bardziej doceniam chęci, zawziętość i ogrom pracy włożony w wydanie tego dzieła. I jako miłosnik twórczości Staszka oraz komiksomaniak z trzydziestoletnim stażem powiem wprost: jesli tworzysz kolekcję wyjątkowych historii obrazkowych, to nie wypada nie mieć w niej omawianego albumu.      

Polecam!

* źródło opisu: wikipedia.org, foto: 1, własne 

Geek, gadżeciaż, gaduła i niepoprawny marzyciel. Miłośnik Fantastyki Naukowej, komiksów, gier oraz wydarzeń retro pop-kulturalnych. Kolekcjoner, uparciuch i nerwus, który zawsze wyciągnie pomocną dłoń. Na co dzień architekt i projektant, wieczorami zajmuje miejsce na mostku kapitańskim Stacji Kosmicznej.

Zobacz również

Avenue 5

Idiokracja na kosmiczną skalę

seriale

Mister Miracle

Eskapista nadzwyczajny

komiksy

Space Precinct

Na sygnale, albo wcale

seriale

Underwater

Oops! Chyba znaleźliśmy R’lyeh...

filmy

Tesla

Czyli jak Elon Musk zakończy epokę ropy naftowej

literatura

Wejdź na pokład | Facebook