Kingdom

Głód bywa najgorszym sprzymierzeńcem nieszczęść...

Autor: Owen

Bardzo lubię fantastyczne wariacje na temat prawdziwych wydarzeń historycznych. Nie każdy z takich pomysłów trafia w mój gust, ale w zalewie współczesnych propozycji zdarzają się produkcje naprawdę warte uwagi. 

Oczywiście jako przykłady mógłbym przytoczyć całą masę utworów z lokalnego podwórka, takich jak doskonałe Szczury Wrocławia pióra Roberta J. Szmidta, ale nie o takim podejściu do w/w tematu chciałem dzisiaj pisać. Otóż najbardziej fascynuje mnie miks starożytnych lub średniowiecznych realiów z czymś nadnaturalnym, niepokojącym lub nawet przerażającym w swojej formule. Nie toporne przypowieści z otoczką rasowego fantasy tudzież mitologii oraz z całą masą krwistej rąbaniny, tylko absorbujące historie, sprytnie wplecione w naturalne tło prawdziwych wydarzeń. A czymś takim jest dla mnie druga z koreańskich produkcji na platformie Netflix, czyli bardzo dobrze przygotowane Kingdome.  

Dlaczego ten króciutki serial to dobry wybór na dłuższy wieczór? Powodów jest kilka i bynajmniej, nie są to tylko subiektywne odczucia. Pierwszy argument, jaki przychodzi mi na myśl tuż po zakończeniu finałowego odcinka, to wrażenie, że ta produkcja została świetnie skrojona pod kątem Big Data. Skrupulatnie prowadzona narracja nie atakuje widza od razu z siłą prologu World War Z, tylko stopniowo i w dosyć sensowny sposób – jak na umowny setting – wprowadza odbiorców w temat intryg na cesarskim dworze, jedynie zahaczając o temat ‚dziwnej choroby’. I gdy pierwsze emocje zaczynaja opadać, całość uderza w twarz z taką siłą (trzeci odcinek), że aż strach się bać. Co oczywiście tylko podsyca temperaturę.

Poziom immersji nie byłby tak wysoki, gdyby nie tło wydarzeń i doskonale oddane realia historyczne z czasów dynastii Joseon (Chosun), panującej na Półwyspie Koreańskim przez pięć stuleci, aż do czasów nastania tamtejszego Imperium. I choć taka rozpiętość czasu, a co za tym idzie, lokowanie miejsca akcji, mogą się wydawać niebezpieczne z punktu widzenia realizmu, to jednak feudalny charakter kraju jest mocno wyczuwalny, co doskonale widać po kontraście w architekturze i ubiorze poszczególnych postaci. Z jednej strony obserwujemy piękne pałace, w których żyją fikuśnie ubrani ludzie z wyższych sfer, by chwilę później przeskakiwać (za pomocą doskonałej pracy kamery) na dotykane głodem rejony, pełne niepiśmiennej biedoty.

I co ciekawe, teraz powinienem napisać, że bieda, nędza oraz brak elementarnej higieny to świetne fundamenty dla wszelkiej maści chorób lub nawet całych epidemii, zapoczątkowanych przez ewentualny debiut pacjenta zero. Tymczasem, wątek żywych trupów w tej produkcji zaczyna się gdzie indziej, bo na samym szczycie drabiny żywieniowej, czyli od słońca narodu. Niestety przez głupotę i chciwość niektórych bohaterów, tajemnicza przypadłość zaczyna się rozprzestrzeniać w iście ekspresowym tempie, trafiając na coraz podatniejszy grunt. Czyli klasyka ignorancji w koncertowym stylu. A jeśli dodamy do tego niezwykle morderczy charakter tzw. ożywionych (podsycany odrobią tamtejszej demonologii), to otrzymamy niezwykle absorbujący wątek, utrzymujący wysoki poziom napięcia przez cały czas trwania tego mini serialu.    

To właśnie ta towarzysząca protagonistom obawa przed czymś niezrozumiałym sukcesywnie zagęszcza atmosferę, stając się czymś na kształt merytorycznej klamry, spinającej ze sobą poszczególne części frapującej opowieści. W miarę zrozumiały i nieprzekombinowany wątek zombi (Azjaci mają w tej materii spore doświadczenia) plus wyważone tempo narracji, rozłożonej na odpowiednią ilość odcinków, powodują, że całość ani nie nuży, a nie też nie dopowiada niepotrzebnie wydarzeń spoza głównej osi fabularnej, wzbudzając przy okazji zainteresowanie. Być może dlatego Kingdom ogląda się nad wyraz dobrze. A ja już czekam na kolejny sezon.  

foto – 1

Geek, gadżeciaż, gaduła i niepoprawny marzyciel. Miłośnik Fantastyki Naukowej, komiksów, gier oraz wydarzeń retro pop-kulturalnych. Kolekcjoner, uparciuch i nerwus, który zawsze wyciągnie pomocną dłoń. Na co dzień architekt i projektant, wieczorami zajmuje miejsce na mostku kapitańskim Stacji Kosmicznej.

Zobacz również

Top 7 gier z 2018 roku

Subiektywne zestawienie najlepszych gier z 2018 roku

gry

Top 7 filmów z 2018 roku

Subiektywne zestawienie najlepszych filmów fantastycznych

filmy

Głębia

Space Opera Marcina Podlewskiego

literatura

Detroit: Become Human

Społeczny renesans, czy stagnacja i chaos?

gry

Top 7 filmowych rozczarowań z 2018 roku

Subiektywne zestawienie najgorszych filmów fantastycznych

filmy

Wejdź na pokład | Facebook