Kavinsky

Vincent Pierre Claude Belorgey

Autor: Owen

slider3

Jedną z moich największych i zarazem najciekawszych obsesji jest ostatnio pochłanianie wszystkiego, co może być w jakiś sposób związane z szeroko rozumianym dzisiaj nurtem NewRetroWave, począwszy od jego głównych składowych, takich jak Synthwave, czy Synthpop, przez Lo-Fi Noir i Vaporwave, aż na charakterystycznych Chiptune’ach i innych, równie barwnych frykasach skończywszy.

Oczywiście, poza samą muzyką, sprawdzam niemal wszystkie produkcje i wydawnictwa, które w mniejszym lub większym stopniu bazują na przejaskrawionej stylistyce lat 80 i 90. Tak więc każdy amator omawianej tematyki znajdzie na łamach Stacji coś dla siebie: opisy, opinie i prezentacje różnych tytułów, wśród których warto wymienić Kung Fury, Turbo Kid czy Lazerhawk.  I choć mógłbym prawić o skali tego zjawiska przez parę godzin (a wierzcie mi, jestem prawdziwym gadułą), to akurat tym razem postanowiłem skupić Waszą uwagę na jednym, ale za to bardzo konkretnym temacie. A właściwie na bardzo ważnej i popularnej osobie, która ma ogromny wpływ na wizerunek całego kanonu. Tak więc, przed Wami francuski muzyk i performer Vincent Pierre Claude Belorgey, szerszej publiczności znany jako zombi Kavinsky, przemierzający autostrady pop-kultury swoim Ferrrari Testarossa. I aby jak najlepiej oddać jego styl, charakter oraz przemiany światopoglądowe na przestrzeni lat, postanowiłem przetłumaczyć i opracować dwa wywiady, które z muzykiem przeprowadzili dziennikarze z portalu Fools Gold (Mr. Goldbar) i Inteview Magazine (Dan Buyanovsky).   

Kavinsky_0Kavinsky_4

Fools Gold, 2008

Mr. Goldbar: Jak długo zajmujesz się muzyką?

Kavinsky: Swoją przygodę z muzyką rozpocząłem na poważnie w 2003 roku. Już wtedy większość moich znajomych, takich jak Jackson czy Oizo, miała za sobą różne epizody w swoich muzycznych życiorysach, więc idąc ich śladem, też postanowiłem spróbować swoich sił w tej branży! (śmiech). Byłem wtedy niezwykle ciekawski i jednocześnie bezradny, toteż z pomocą przyszedł w/w Oizo, który podarował mi komputer z zainstalowanym programem Logic. Niewiele z tego rozumiałem, bo swoją edukację muzyczną zakończyłem w wieku 12 lat (głównie dlatego, że w godzinach lekcyjnych wolałem oglądać swoją ulubioną kreskówkę w telewizji, niż grać na pianinie). Mówiąc krótko – moje pierwsze branżowe podrygi wynikały bardziej z instynktownego wyczucia rytmu, niż z jakiejś fachowej wiedzy. 

Mr. G: Większość Twoich fanów prawdopodobnie nie wie, jak bardzo jesteś zżyty z Mr. Oizo. Czy możesz powiedzieć coś więcej na temat tej przyjaźni?

K: Oizo jest moim starszym kolegą, którego znam od ponad 15 lat. Poznaliśmy się przez przypadek na imprezie u znajomych, a już następnego dnia kręciliśmy wspólne video, do którego scenariusz powstał w dwie minuty. Całość wyszła tak dobrze, że postanowiliśmy rozwijać współpracę i tworzyć coraz więcej pokręconego materiału. W czasie, gdy światło dzienne ujrzał jego pierwszy długogrający album, zatytułowany Analog Worms Attack, ja dostałem propozycję zagrania w teledysku. I co ciekawe, w każdym z jego filmów noszę perukę (śmiech)…

Mr. G.: Można powiedzieć, że stworzyłeś całe uniwersum Kavinskiego. Co było najpierw? Muzyka czy koncept wizualny?

K: Gdy wraz z przyjaciółmi ukończyłem teledysk do kawałka Testarossa Autodrive, to w mojej głowie wyklarował się koncept na to, co i jak chciałbym dalej robić. Można powiedzieć, że forma dopasowała się w tym momencie do muzyki i odwrotnie. Czas, historia, facet, samochód i postacie w tle – to było jak jakiś szalony epizod z telewizyjnego show. Mam specjalny notes, w którym zapisuję swoje pomysły i w ogólnym rozrachunku jest tego tyle, że nawet jutro mógłbym zacząć kręcić nowy film, a potem od razu jego kontynuację (śmiech)…Tak naprawdę, wszystko wychodzi w praniu, gdy tworzę muzykę. 

Kavinsky_1

Mr. G.: Jak bardzo jesteś wybredny w kontekście projektowanej grafiki? Czy można powiedzieć, że efekt końcowy to Twoje autorskie wizje, czy też propozycje współpracujących z Tobą projektantów?

K: Cóż, na samym początku myślałem, że moje prywatne szkice w zupełności wystarczą. Ale po 10 minutach rozmowy i kreatywnych działań z projektantem uświadomiłem sobie, że chciałbym pokazać coś więcej, niż tylko rysunki na poziomie wczesnego liceum. Na szczęście poznałem utalentowanego ilustratora Antonego Touzet’a, który pomógł mi przy tworzeniu ogólnej koncepcji. Wspólnie stworzyliśmy podwaliny pod pierwsze video, nakręcone przez reżyserski duet w osobach Jonasa i François (z francuskiego studia Dvision Paris – przyp. red.). Przekazałem im tylko ogólne wytyczne, takie jak klimat, paleta kolorystyczna, pojazdy itp., a oni stworzyli resztę. Tak naprawdę, zaproponowali masę scen, z których wybraliśmy materiał na ok. dwuminutowy film. Później powstało jeszcze kilka innych nagrań, ale to już temat na szerszą rozmowę tylko o tym.

Mr. G.: Czy zdajesz sobie sprawę z tego, że powoli wyrasta nam całe pokolenia mini-Kaviskich, zaangażowanych w tworzenie muzycznej sceny retro 80’s?

K: Rzeczywiście, docierają do mnie takie sygnały. Niektórzy z nich mają super fury, inni wolą pozostawać w cieniu swojej muzyki. Trudno wrzucić wszystkich do jednego worka. I choć wiele projektów zasługuje na dobre słowo i szczery uśmiech, to chciałem przypomnieć, że ja nic nie wymyśliłem. Przetworzyłem w autorski sposób znane i lubiane motywy z filmów, kreskówek, teledysków itd.

Mr. G.: Jakie są Twoje muzyczne inspiracje?

K: Hmm…na początku swojej kariery melomana, słuchałem muzyki określanej we Francji jako Moccasin Funk, reprezentowanej przez zespoły pokroju: Midnight Star, The Whispers, Delegation czy Shalamar. Potem zacząłem nadstawiać swoje ucho w stronę amerykańskiego rapu z końcówki lat 80, by po niemal dekadzie fascynacji kulturą Hip-Hopową, otworzyć się na nowe gatunki, takie jak Jazz, Jazz-Rock, a nawet Metal. Później odkryłem Led Zeppelin i Daft Punk, ale przy tak poważnych zmianach klimatu nie da się wchłonąć wszystkiego. Dlatego mam świadomość, jak wiele ważnych wydawnictw i koncertów mnie w życiu ominęło. Oczywiście, staram się to ciągle nadrabiać.

Kavinsky_6

Interview Magazine, 2013

Dan Buyanovsky: Twój najnowszy album, zatytułowany po prostu OutRun, zbiera bardzo pozytywne recenzje.

Kavinsky: Tak, to prawda. Jestem z tego powodu bardzo szczęśliwy i cały czas monitoruję swoje konto na Twitterze, czytając wszystkie opinie na temat wydawnictwa.

DB: Czy od premiery tej płyty coś się zmieniło w Twoim dotychczasowym życiu?

K: Tak naprawdę nic się nie zmieniło. Nadal podróżuję po całym świecie, gram koncerty i bywam na różnych imprezach. Żyję tak samo jak dawniej, spędzając masę czasu ze swoimi przyjaciółmi, jak na zwykłego faceta przystało.

DB: Czy – i jak wielu – innych muzyków zaprosiłeś do współpracy?

K: Szczerze mówiąc, na wspomnianym krążku nie znajdziesz wielu gości. Owszem, są tam Loveboxx w kawałku Nightcall czy Havoc w Suburbia, a także jeden gitarzysta, który pojawia się w około pięciu utworach. Ale w rzeczywistości, poza mną i SebastiAn’em, nie ma tam więcej osób.   

DB: Wiem, że z w/w producentem jesteście przyjaciółmi. Jaki był jego wpływ na proces kreacji?

K: Hmm…trudno mi powiedzieć, dlaczego wszyscy fani myślą, że pracowałem nad albumem już od 2006 roku. Ludzie czasami nie potrafią zrozumieć, że nagrywanie EPek może być formą zajawki, która nie koniecznie przekłada się na produkowanie longplejów. Nigdy nie miałem ciśnienia, by tworzyć ze swoich projektów większą całość, bo komponowanie muzyki jest dla mnie przede wszystkim formą zabawy. Ale mój producent powiedział mi któregoś dnia, że ludzie chcieliby w końcu usłyszeć pełny album od Kavinskiego, więc gdzieś w okolicach 2010 roku zacząłem działać z SebastiAnem nad swoim debiutanckim krążkiem. Akurat znamy się bardzo dobrze i lubimy ze sobą pracować, to wszystko potoczyło się już spontanicznie.

DB: …bo przecież fajnie jest mieć tak utalentowanych przyjaciół, jak Seba.

K: Tak, dokładnie. Nie ukrywam, że w pewnym momencie chwilowo utknąłem w jakimś twórczym dołku i właśnie dzięki jego pomocy udało mi się ruszyć z impetem do przodu. SebastiAn był też kimś w rodzaju hamulcowego, który potrafił asertywnie coś pochwalić lub ewentualnie skrytykować. Tak więc, zaczęliśmy współpracę i…(pauza) – oto powstało LP.

Kavinsky_5

DB: Czy wyobrażałeś sobie już wielkie show, promujące na żywo OutRun?

K: Na razie skupiam się na samym wydawnictwie, jednak zaraz po okresie promocyjnym, chcę wrócić do studia i będę z całą swoją ekipą pracował nad adaptacją projektu na potrzeby sceniczne, ale nie tylko pod względem DJingu. Wiesz, fajnie jest być DJem i żyć na highlifie, gdy na imprezach wszyscy krzyczą z ekscytacją twoje imię. Ale chcę być bardziej zaangażowany w ten projekt, szczególnie pod kątem muzyki granej na żywo. Już się nie mogę doczekać.

DB: Na scenie będziesz tylko Ty, czy cały band?

K: Nie, będę tylko ja, ale nie chciałbym się chować za laptopem, tupiąc nogą przez godzinę. Mogę powiedzieć, że cała inscenizacja jest utrzymana w konwencji laserowego show, z dużą ilością kolorów i dymu. Wierz mi, jestem tym tematem naprawdę podekscytowany. 

DB: Czy po sukcesie ekranizacji Drive zgłaszają się do Ciebie inni producenci filmowi z propozycjami muzycznymi, dotyczącymi nowych projektów? 

K: Tak. Mogę powiedzieć, że dostaję coraz więcej takich ofert. Aktualnie rozpoczynam pracę nad kompozycjami do dwóch kolejnych obrazów z serii Fast and Furious, oznaczonych roboczo cyframi 6 i 7. Choć muszę podkreślić, że po zakończeniu działań nad w/w tytułem, czuję się troszkę wyeksploatowany tematyką motoryzacyjną. Ale hej – to przecież super zabawa, więc nie mogę się doczekać kolejnych realizacji!

Kavinsky_7

DB: Twoją muzykę można określić jako bardzo filmową. Więc zgaduję, że współpraca z Tobą musi być dla każdego reżysera czymś niesamowitym?

K: No pewnie! Dla mnie taka współpraca to również spełnienie marzeń. Jestem wielkim fanem reżysera Nicolasa Winding’a Refna, szczególnie w kontekście trylogii zatytułowanej Pusher. I sam fakt, że ktoś taki zaprosił Kavinskiego do współpracy, był dla mnie tym, czym dla dziecka może być wyjazd do Disneylandu. Bo wyobraź sobie taki moment, że idziesz do kina na dany film i zastanawiasz się, czy Twoje nazwisko pojawi się na początku, czy może w napisach końcowych. Totalny czad!

DB: Kavinsky jest znany jako kierowca klasycznego Ferrari Testarossa. Ale gdybyś musiał wybrać jakieś trzy inne samochody, to co znalazłoby się w Twoim garażu?

K: Myślę, że byłby to Aston martin DB9, czarne De Tomaso Pantera i chyba Audi RS.

DB: Twój sceniczny image stał się tak bardzo integralną częścią Twojej osobowości, że muszę zapytać z ciekawości – czy nie jesteś nim czasem zmęczony?

K: To trochę dziwne i zarazem trudne do wytłumaczenia, bo jeśli myślisz o Kavinskim, to z jednej strony myślisz o mnie jako o artyście, ale z drugiej strony widzisz też zombi w RayBan’ach i fajnym samochodzie. Tak naprawdę to tylko kreacja – mam na imię Vincent, a blady charakter jest moim fikcyjnym alter-ego. Tak to właśnie wygląda, choć muszę przyznać, że czasami czuję coś na wzór artystycznej wolności, którą daje mi mój sceniczny image.   

… 

źródło: 1, 2, 3, 4, 5,

Geek, gadżeciaż, gaduła i niepoprawny marzyciel. Miłośnik Fantastyki Naukowej, komiksów, gier oraz wydarzeń retro pop-kulturalnych. Kolekcjoner, uparciuch i nerwus, który zawsze wyciągnie pomocną dłoń. Na co dzień architekt i projektant, wieczorami zajmuje miejsce na mostku kapitańskim Stacji Kosmicznej.

Zobacz również

Iniemamocni 2

Najbardziej kompleksowy przedstawiciel kina superbohaterskiego

filmy

Lulu Berlu

Magiczny sklep w sercu Miasta Miłości

gadzety

Muzyczne inspiracje – Lato 2018

Subiektywna lista dobrych traczków!

muzyka

Inne Światy

Za każdym pociągnięciem pędzla kryją się wszechświaty

literatura

Kultura spoilerów

Gdy ciekawość i chciwość wygrywają z dobrymi manierami

felietony

Wejdź na pokład | Facebook